<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<rss version="2.0">
	<channel>
		<title><![CDATA[Forum Click! - Moja/e recenzja/e]]></title>
		<link>http://click.pl/forum/topic2222-mojae-recenzjae.html</link>
		<description><![CDATA[Najświeższe odpowiedzi w Moja/e recenzja/e.]]></description>
		<lastBuildDate>Mon, 23 Aug 2010 11:48:14 +0000</lastBuildDate>
		<generator>PunBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post87527.html#p87527</link>
			<description><![CDATA[Cóż, zastój w temacie, to zarzucę kilkoma tekstami mojego autorstwa ;)

[url=http://www.swiatgry.pl/zapowiedz_260_crysis_2.html]Zapowiedź [b]Crysis 2[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/zapowiedz_254_lara_croft_and_the_guardian_of_light.html]Zapowiedź [b]Lara Croft and the Guardian of Light[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/zapowiedz_253_blacklight_tango_down.html]Zapowiedź [b]Blacklight: Tango Down[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/zapowiedz_243_hellion_the_mystery_of_inquisition.html]Zapowiedź [b]Hellion: The Mystery of Inquisition[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_429_xmen_origins_wolverine.html]Recenzja [b]X-Men Origins: Wolverine[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_423_dark_void.html]Recenzja [b]Dark Void[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_414_alien_breed_impact.html]Recenzja [b]Alien Breed: Impact[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_394_the_scourge_project.html]Recenzja [b]The Scourge Project[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_399_necrovision_lost_company.htmll]Recenzja [b]NecroVisioN: Lost Company[/b][/url]
[url=http://www.swiatgry.pl/recenzja_371_borderlands_the_zombie_island_of_dr_ned.html]Recenzja [b]Borderlands: The Zombie Island of Dr. Ned[/b][/url]

Enjoy ;)]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (LordTyrranoos)]]></author>
			<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 11:48:14 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post87527.html#p87527</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post86495.html#p86495</link>
			<description><![CDATA[Zanim mogłem pochwalić się [url=http://pccentre.pl/article/show/Serie_wydawnicze_najciekawsze_reedycje/id=17455][b]skromnym artykulikiem o tanich seriach[/b][/url], już [url=http://markolf.pl/forum/viewtopic.php?p=284735#284735]było o nim głośno na świecie[/url] – teraz już nie dam się wyprzedzić. :)


[img]http://img69.imageshack.us/img69/91/sfao.jpg[/img]
[url=http://pccentre.pl/article/show/Dead_Space_2/id=17461]Zapowiedź [b]Dead Space’a 2[/b][/url]
[b]SPACErkiem na listy przebojów?[/b]]]></description>
			<author><![CDATA[jedynywolnyadres@wp.pl (MTS)]]></author>
			<pubDate>Tue, 27 Jul 2010 13:27:18 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post86495.html#p86495</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post86408.html#p86408</link>
			<description><![CDATA[Ja może skrobnę reckę Red Dead Redemption ;) To będzie taki fristajl, pisane na bieżąco prosto na forum :)

Red Dead Redemption - kolejna gra od R*, tym razem oddziału San Diego. Kolejne GTA, ale tym razem z akcją na Dzikim Zachodzie. Czy kolejna świetna gra?

RDR opowiada historię Johna Marstona - kowboja należącego do gangu, jakich było wiele na Dzikim Zachodzie. Napady, wymuszenia, kradzieże - dla nich chleb powszedni. Jednak pewnego razu Marston zostaje postrzelony i pozostawiony na pewną śmierć przez swoich kompanów. Zostaje schwytany przez stróżów prawa i dostaje propozycję nie do odrzucenia - musi znaleźć i pozbyć się członków swojego byłego gangu, inaczej już nigdy nie ujrzy żony i syna.

Gameplay to - jak już napisałem - GTA, tyle że na Dzikim Zachodzie. Zaletą jest na pewno różnorodność zlecanych nam zadań. Na początku zajmujemy się zaganianiem bydła, ujeżdżaniem koni, zbieraniem roślin. W późniejszej fazie gry jest położony większy nacisk na akcję - strzelaniny, pościgi, ucieczki, polowanie na "grubego zwierza" - to tylko niektóre z atrakcji, które serwuje nam gra. Kolejną zaletą są wyraziste postacie - nie tylko te pierwszo-, ale te drugo- czy nawet trzecioplanowe. Co powiecie na szaleńca, ograbiającego zmarłych i szukającego skarbów lub profesora uzależninego od kokainy? Przed każdą misją oglądamy świetnie zrealizowane cut-scenki, doprawione szczyptą humoru typowego dla panów z R*. 
W Red Dead Redemption bardzo spodobały mi się losowo generowane zadania, np. pomoc w odbiciu żony lub brata z rąk bandytów, pojedynki czy też prośba o odzyskanie skradzionego konia lub powozu. Najczęściej trzeba w nich użyć broni, a tu przychodzi nam kolejny ciekawy element - system celowania Dead Eye. Pozwala on spowolnić czas, a na wyższych poziomach zaawansowania zaznaczyć kilka celów. Potem wystarczy wcisnąć przycisk strzału i podziwiać padające ciała przeciwników. Można też przebierać naszego herosa, z czym wiąże się ciekawy system zadań - aby odblokować jakiś strój, należy wykonać kilka mini-questów, tj. oczyszczenie kryjówki gangu lub schwytanie bandyty.

Gra wygląda ładnie, a w niektórych momentach nawet bardzo - oglądanie zachodu słońca z grzbietu swojego wierzchowca wygląda pięknie. Animacje również trzymają wysoki poziom. Konie i ludzie poruszają się bardzo wiarygodnie. Podczas wymian ognia bardzo podobał mi się system "odczytujący" miejsce trafienia naszej kuli, dzięki czemu możemy np. oddać dwa strzały w nogi wroga, aby uniemożliwić mu ucieczkę. Zdarzają się też babole związane z przenikaniem się obiektów, ale nie występują zbyt często.

Dźwięk to najwyższa klasa - odgłosy strzałów czy też kopyt brzmią świetnie, a głosy i kwestie NPC-ów to majstersztyk - możemy usłyszeć kłótnię, luźne rozmowy albo (gdy dosiądziemy się do ogniska) usłyszeć historię kowboja.

Wszystkie te elementy, a nawet nieco więcej, o których pewnie zapomniałem :P , składają się na obraz świetnej gry. Ale czy idealnej? Cóż, tak różowo nie jest, jednak są to drobnostki, niezbyt przeszkadzające w normalnej grze. Pierwsza wada to bugi - wkradło się ich tu kilka. Na Youtube można zobaczyć filmiki z mężczyzną-pumą, niewidzialnym koniem czy kobietą-osłem. Ja takich problemów nie miałem u siebie, zdarzały się drobne błedy, typu przenikanie się obiektów. Drugą wadą to miejscami niespójny scenariusz - bohater jest dobry, ale podczas misji w Meksyku walczy ze stróżami prawa. Ale jak pisałem - to drobnostki. Moim niezbyt obiektywnym zdaniem, bo jestem wręcz zakochany w tej grze, należy się co najmniej 9+. Red Dead Redemption to świetna przygoda o życiu kowboja na Dzikim Zachodzie, trwająca ok. 15-20 godzin. Idealna propozycja dla graczy szukających nieco dłuższych niż większość gier. Gorąco polecam!

Grywalność: 9+
Grafika: 9+
Dźwięk: 10

OGÓŁEM: Mocne 9+ i mój kandydat do gry roku!]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (jackie240)]]></author>
			<pubDate>Thu, 22 Jul 2010 19:13:34 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post86408.html#p86408</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post84847.html#p84847</link>
			<description><![CDATA[Nowy tekst – recenzja gry [b]Prince of Persia: Zapomniane Piaski[/b]:

[url]http://pccentre.pl/article/show/Prince_of_Persia_Zapomniane_Piaski/id=17450[/url]

[img]http://forum.pccentre.pl/uploads/1277403523/med_gallery_6446_574_500527.jpg[/img]]]></description>
			<author><![CDATA[jedynywolnyadres@wp.pl (MTS)]]></author>
			<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 22:41:16 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post84847.html#p84847</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post83135.html#p83135</link>
			<description><![CDATA[Oczywiście.]]></description>
			<author><![CDATA[gta4multiplayer@o2.pl (michael798)]]></author>
			<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 19:15:51 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post83135.html#p83135</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post83039.html#p83039</link>
			<description><![CDATA[Dotyczy się to też newsów?]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (clexane2)]]></author>
			<pubDate>Tue, 01 Jun 2010 11:45:09 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post83039.html#p83039</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post83031.html#p83031</link>
			<description><![CDATA[Jak ktoś chce zamieścić swoją recenzję na stronie głównej to proszę o wysyłanie swoich prac na adres e-mail: "parkourmichael798@o2.pl" po przeczytaniu rozważę zamieszczenie, oczywiście jeżeli tekst będzie poprawnie napisany(wulgarny język odpada).]]></description>
			<author><![CDATA[gta4multiplayer@o2.pl (michael798)]]></author>
			<pubDate>Mon, 31 May 2010 19:36:00 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post83031.html#p83031</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post79695.html#p79695</link>
			<description><![CDATA[Witam wszystkich. Dopiero co się zarejestrowałem, ale już teraz pozwolę sobie zamieścić dwa teksty - wszelkie uwagi będą mile widziane

Co mają ze sobą wspólnego nieumarli, Gliwice i pierwsza wojna światowa? Po krótkiej chwili zastanowienia, większość ludzi odpowie – „nic?”. Przeciętny gracz z miejsca pomyśli o Necrovision – pierwszoosobowym shooterze stworzonym przez polskie studio Farm 51, który miał swoją  premierę w marcu 2009.

Od tego czasu minęło już przeszło dwanaście miesięcy i temat byłby dawno nieaktualny, gdyby nie wydany w tym roku dodatek do Necrovision o podtytule Przeklęta Kompania*. Ten, podobnie jak podstawa, przenosi gracza do 1916 roku, gdzie wśród pożogi pierwszej wojny światowej przyjdzie mu zmierzyć się z czymś więcej niż tylko kule i bagnety przeciwników. Tym razem bohaterem jest niemiecki lekarz i weteran wojenny doktor Zimmerman. Tak, tak - ten sam Zimmerman, który w podstawowym Necrovisionie był jednym z „tych złych”. Jak to tak? A tak, iż Przeklęta Kompania jest prequelem swego pierwowzoru co oznacza tyle, że fabularnie przedstawia wydarzenia wcześniejsze. Zimmerman zostaje powołany do wojska, by zbadać sprawę tajemniczej plagi zamieniającej żołnierzy w ożywione zwłoki, pełne agresji i nienawiści do wszystkiego co żywe.
Doktor dociera na umówione miejsce spotkania z tytułową Przeklętą Kompanią i tu czeka go pierwsza niespodzianka. Zamiast szeregowego Hansa, Albrechta czy innego Adolfa powitanie zgotowało mu stadko wygłodniałych zombich. Sprawy znacznie się komplikują, co jest dobrym pretekstem do przegonienia gracza przez dziesięć rozdziałów kampanii solowej odpowiadającej w przybliżeniu ośmiu godzinom zabawy. O ile zabawą nazwać można krwistą sieczkę pełną mięsa, posoki i fruwających kawałków ciała. Nie ma zmiłuj. Jako że wojna to nie przelewki a i z nieumarłego więźnia pożytek żaden, pod nóż (częściej lufę) wypada brać równo wszystko co tylko pojawi się na ekranie i wykazuje jakiekolwiek oznaki życia, a pojawia się tego całkiem sporo. Oldschool w pełnej krasie. Dynamiką i charakterem rozgrywki gra najbardziej przypomina Painkillera (tych samych twórców zresztą) lub z nieco bardziej klasycznych – pierwszego, oryginalnego Dooma.

Można się sprzeczać o wagę poszczególnych elementów gatunku FPS, przedkładając klimat nad grafikę czy jeszcze inne aspekty, ale jedno dyskusji nie podlega. By strzelanka była dobrą strzelanką, musi się w niej dobrze strzelać. Prostota jest przymiotem geniuszu :). Podobnie jak we wspomnianym Painkillerze to właśnie samo „pif-paf” gra w Necrovision pierwsze skrzypce. Jakkolwiek bezmyślne i pozbawione realizmu by ono nie było, pociąganie za spust po prostu daje tu masę satysfakcji i opartej na najniższych instynktach radości. Arsenał kilkunastu broni (w tym sześciu nowych) jest na tyle obfity i zróżnicowany, że znajdzie się tu coś na każdą okazję . Osobiście bardzo przypadła mi do gustu strzelba i karabin snajperski, niezastąpione na stosownie krótki i długi dystans. Nieczęsto spotykaną w gatunku ciekawostką jest tutaj możliwość posługiwania się równocześnie dwiema różnymi broniami. Prawa ręka zarezerwowana jest dla pistoletu, a do lewej wedle uznania powędrować może między innymi dynamit, bagnet czy nabijana gwoździami maczuga. 

Używanie dwóch broni równocześnie sprawia najwięcej frajdy, gdy jedną z nich jest specjalna stalowa rękawica. Trzy metalowe ostrza rodem z X-mena pozwalają na potężne ciosy w walce wręcz, które ładują magiczną moc rękawicy. Może to być ognista kula, zamrożenie lub ożywienie dopiero co pokonanego przeciwnika, który z wdzięczności ochoczo stanie po naszej stronie. Szkoda tylko, że zupełnie nie wykorzystano ogromnego potencjału drzemiącego w tej broni. Po pierwsze Zimmerman może posługiwać się tą rękawicą jedynie w dwóch ostatnich, krótkich rozdziałach. Po drugie, ani instrukcja, ani sama gra nie informuje bezpośrednio o tym jak jej używać – o umiejętności ożywiania poległych kreatur wiedziałem wyłącznie dzięki znajomości pierwotnego Necrovisiona. Zbagatelizowanie tej broni jest tym bardziej zaskakujące, że była ona głównym ficzerem i znakiem rozpoznawczym podstawki. 

Innym charakterystycznym mechanizmem gry są tak zwane combosy, czyli określone sposoby uśmiercania i tak już nieżywych przeciwników. Strzał ze strzelby w odrzuconego kopnięciem przeciwnika zostanie skwitowany podpisem „lecąca kaczka”, a celny atak saperką wymierzony w głowę nosi dumną nazwę „zemsty farmera”. Liczbę podobnych kombinacji trafnie oddaje wyrażenie – kilkadziesiąt i wbrew pozorom są dość mocno zróżnicowane. Sęk w tym, że wybór combosa ma znaczenie czysto kosmetyczne i służy jedynie zwiększeniu satysfakcji własnej gracza. O wiele bardziej istotne niż to, jak niemiecki doktor zabija napotkane kreatury jest, by robił to wystarczająco szybko. Seria zabójstw następujących w krótkich odstępach czasu ładuje poziom adrenaliny. 

Aktywowana samoistnie przy niskim poziomie zdrowia lub uruchomiona ręcznie w dowolnym, wybranym przez gracza momencie adrenalina przyspiesza wszystkie reakcje bohatera, co skutkuje klasycznym bullet-timem , w którym wrogowie poruszają się z prędkością kontuzjowanego żółwia. Dodatkowo każdy kolejny combos zwiększa poziom furii – im wyższy poziom, tym wyższe obrażenia i szybkość przeładowania broni. Maksymalny próg furii wyznaczany jest przez liczbę znalezionych wampirzych amuletów, których kilka zostało ukrytych w każdym z dziesięciu rozdziałów fabularyzowanej kampanii dla jednego gracza. Piszę” fabularyzowanej” bo trudno oprzeć się uczuciu, że historia Zimmermana została na siłę dodana do gry, która miała być po prostu bezmyślną, szybką, zręcznościową strzelaniną nastawioną na eksterminację coraz to nowych hord przeciwników. Fabuła przekazywana jest głównie przez odczytywanie przed każdą misją dzienników prowadzonych przez bohatera. Wypadają one nad wyraz ubogo, zarówno ze względu na merytorykę (filozoficzne egzystencjalne wywody często nijak nie związane z akcją gry) jak i na formę przekazu (angielski lektor z wybitnie niemieckim akcentem i egzaltowanym tonem wypada po społu śmiesznie i żałośnie). Jeszcze gorzej prezentują się beznadziejne przydługie dialogi będące cut-scenami, których niestety nie sposób pominąć. Należy przy tym pamiętać, że twórcy Necrovisiona nigdy nie mieli w tym kierunku dużych ambicji. Fabuła miała po prostu nadać sens działaniom gracza i mimo że słabo, to jednak spełnia tę rolę.

 

Inną sporą wadą jest brak rzeczywistego powiewu świeżości, jakiego należałoby spodziewać się po dodatku. Fakt - poprawiono kilka większych bolączek podstawki – szczególnie miło przyjąłem znaczne skrócenie czasu ładowania danych, które poprzednio kazało czekać kilka minut (!) na załadowanie się nowego rozdziału. Dodano parę nowych broni i grupkę świeżych przeciwników, ale to wszystko wciąż za mało jak na produkt, którego doszlifowanie zajęło twórcom blisko dwanaście miesięcy. Rewolucją w Przeklętej Kompani miało być wprowadzenie pojazdów i samolotów. Skończyło się na liczbie pojedynczej. Jeden czołg (FT-17) i jeden dwupłatowiec (Halberstadt CL.II. ) - to wszystko co gra ma do zaoferowania miłośnikom pierwszo-wojennego sprzętu bojowego. O ile czołg wypada raczej zwyczajnie, ot jeździ i strzela, o tyle sprawa samolotu może budzić spore wątpliwości. Winę ponosi głównie sterowanie za pomocą myszy, które z jednej strony nie należy do najwygodniejszych, a z drugiej pozwala na akrobacje tyleż dziwaczne co niewykonalne jak np. zawrócenie maszyny w poziomie na odcinku pięciu metrów. Gdyby latanie lub kierowanie czołgiem oceniać jako osobne produkcje otrzymałyby noty nie wyższe niż 30 procent. W nowym Necrovisionie obie te czynności są tylko jednorazowymi mini-gierkami, stąd w ogólnym rozrachunku można je traktować jak średnio udane urozmaicenie rozgrywki i zaliczyć je grze in plus. 

Przeklęta Kompania, podobnie jak i pierwotny Necrovison, została przygotowana w oparciu o dość leciwy już silnik PainEngine. Graficznie gra „daje radę”, ale przy tworzeniu kolejnej produkcji panowie ze studia Farm51 powinni obowiązkowo zaopatrzyć się w nowy engine. Równie niewiele mogę powiedzieć o udźwiękowieniu. Prócz beznadziejnych lektorów wszystko inne jest w jak najlepszym porządku i ani muzyce ani odgłosom walki nie mam nic do zarzucenia. Ciekawostką przywołującą dobra wspomnienia sprzed wielu, wielu lat, są czystko arkadowe, metaliczne dźwięki towarzyszące podnoszeniu broni i amunicji. Wypadałoby jeszcze wspomnieć, że prócz standardowej rozgrywki, można też stoczyć szereg niezobowiązujących walk w tzw. Sali Wyzwań. Wyzwania te są odblokowywane wraz z postępami w kampanii, a ich ukończenie nagradzane jest dodatkową bronią udostępnianą przy rozpoczęciu nowego rozdziału. Drugą opcją, której nie miałem okazji zbyt dobrze przetestować jest zabawa wieloosobowa. Trudno powiedzieć o niej coś więcej niż to, że serwery na ogół świecą pustkami, a zabawa w dwie-trzy osoby zupełnie mija się z celem.

Necrovision: Przeklęta Kompania to gra celująca w bardzo konkretne gusta. Miłośnicy dynamicznych, soczystych strzelanin będą z niej w pełni usatysfakcjonowani. Niestety tylko oni. Twórcy nie mogą zaoferować nic prócz nieustannej krwawej odprężającej sieczki. W tej kategorii ze święcą szukać czegoś równie udanego. W wypadku odmiennych upodobań lepiej sobie tę pozycję odpuścić.

OCENA KOŃCOWA: 60%

PLUSY:
dynamiczna walka 
oldschoolowy klimat 
dobra optymalizacja

MINUSY:
kiepskie ukazanie fabuły 
mało nowości 
do bólu liniowa 
rękawica dopiero na końcu]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (Blackwolf111)]]></author>
			<pubDate>Tue, 20 Apr 2010 15:16:52 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post79695.html#p79695</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78548.html#p78548</link>
			<description><![CDATA[est jeszcze trochę do poprawy, ale jak na początki (tak myślę) to nieźle ;)

A ja za to dam zapowiedź [b]Fallout: New Vegas[/b] na urozmaicenie :)

[b]Istnieje twierdzenie, że gry bardzo przypominają filmy pornograficzne. I nie chodzi tu o sceny erotyczne, ale uważanie, że i tu, i tu dialogi i fabuła są jedynie pretekstem do rozwoju akcji i odkrywania nowych zakątków. Z podobnego założenia wyszli twórcy trzeciej części Fallouta, gdzie głównie skupiono się na akcji i eksplorowaniu. Drugi już spin-off serii (po Fallout: Tactics) zatytułowany New Vegas, zamierza naprawić wszystkie grzechy „trójki", dodając przy tym swoje patenty. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem pełen nadziei.[/b]

Tym bardziej, że za najnowszą część jednej z najlepszych serii w historii gatunku cRPG odpowiada studio Obsidian Entertainment, twórcy m.in. KoTOR 2 czy Neverwinter Nights 2. Dodatkowo, w studiu są ludzie, którzy pracowali przy poprzednich częściach Fallouta. Wiedzą co robią, a pomysły mają zacne, co dodatkowo nastraja optymizmem.

Pierwszym, i chyba najważniejszym z nich, będzie zdecydowanie większy nacisk na fabułę oraz dialogi. W trzeciej części nie było to najtragiczniejsze, ale wiele opcji dialogowych prowadziło do tych samych reakcji ze strony rozmówcy. W New Vegas ma to zostać poprawione i, co najważniejsze, ma zależeć od naszych umiejętności. To oczywiście będzie składało się na wybór większej ilości sposobów wykonania misji. Przykład: wioska, do której trafiamy zaraz po rozpoczęciu głównego wątku, atakowana jest przez gang. Mieszkańcy proszą nas o załatwienie problemu z ich oprawcami. 

A zabrać możemy się za to na kilka sposobów. Jeżeli rozwinęliśmy umiejętność materiałów wybuchowych, będziemy w stanie przekonać mieszkańców do wykonania zasadzki poprzez umiejętne rozłożenie ładunków. Można także przekonać miejscowego kupca, aby porozdawał mieszkańcom uzbrojenie, co pozwoli stanąć im w otwartej walce. Trzeba jednak mieć rozwinięte umiejętności związane właśnie z bronią. Pytanie: czy bez odpowiednich „skilli" będziemy mogli podjąć wspomnianą dyskusję? Ano tak, ale postać w czasie dialogu zacznie się gubić i wyjdzie na przygłupa, czym raczej nie zaskarbi sobie sympatii i zaufania rozmówcy.

Problem można rozwiązać także w drugą stronę, a więc przyłączając się do owego gangu, zwącego się „Powder Gangers" (aluzja do nastolatków ubranych w kolorowe stroje, oczywista). Dołączając się do opryszków, mamy za zadanie zniszczyć miasteczko i to również możemy wykonać na kilka sposobów. Czy to otwartą walką, czy po cichu, albo po prostu wszystko rozwalając (pamiętacie Megatonę z „trójki"?).

Jak wspomniałem na wstępniaku, gra ma bardziej skupić się na fabule niż Fallout 3.Główny wątek obraca się wokół zamachu na głównego bohatera. Pamiętacie robocika w pierwszym trailerze? Jeśli tak to dobrze, bo odgrywa on dosyć znaczącą rolę. Przynajmniej na początku. Nasza postać zostaje z niewiadomych skutków postrzelona na pustyni Nevada, co powoduje utratę pamięci. Wspomniana maszyna odkopuje nas z prowizorycznego grobu usypanego przez piaski pustyni. Naszym wybawcą okazuje się dr Mitchell. Z racji amnezji przechodzimy różne testy medyczne sprawdzające, czy nasz bohater jest sprawny psychicznie. Jest to jednak, tak jak w poprzednich produkcjach Bethesdy (Oblivion, Morrowind czy Fallout 3), wyjaśniony fabularnie kreator bohatera. Określamy wygląd, statystyki etc. O ile w „trójce" początek się dłużył, tak tu będziemy mieli możliwość udania się w każdą stronę świata już po 5 minutach!

A poruszać będziemy się po terenie wielkością przypominającym ten z Fallout 3. Wspomniane New Vegas, po którego to obrzeżach również będziemy się poruszać, przetrwało atak bomb nuklearnych w praktycznie nienaruszonym stanie. W mieście trwa konflikt trzech frakcji: New California Republic, Caesar's Legion oraz mieszkańców samego New Vegas. Oczywiście od gracza zależeć będzie, po której stronie się opowie, a wybory dokonywane podczas rozgrywki rzucą wiele nowych świateł na trzy strony konfliktu.

Sama mechanika gry niewiele zmieni się względem Fallouta 3. Walki dalej opierać będą się na V.A.T.S., a za ekwipunek i rozwój postaci ponownie odpowiadał będzie Pip-Boy, który to dostaniemy od dr. Mithella. Szkopuł tkwi jednak w zaimplementowanym przez Obsidian trybie, tzw. Hardcore. Dzięki niemu postać nie będzie chodzącym czołgiem z tysiącami nabojów, albowiem amunicja zyska wagę, przez co zabierać będziemy tylko wskazaną jej ilość. Trzeba będzie również zabierać ze sobą napoje, bo nasza postać może odczuwać pragnienie (najlepiej zabierzcie Sprite'a!). Stimpaki nie będą działały od razu, ale dopiero po chwili. Zaś w systemie V.A.T.S. nie będziemy już nieśmiertelni, ponieważ wrogowie będą w stanie wykonać kontrę.

Oczywiście będzie to opcjonalne, więc dla tych, którzy nie cenią sobie wyzwania, czekać będzie poziom trudności zbliżony do „trójki". Dla mnie jednak tryb hardcore zapowiada się super. Ulepszona ma również zostać interakcja z towarzyszami broni, dzięki wydawaniu im prostych rozkazów typu „osłaniaj mnie" czy „trzymaj pozycję", a że polecenia mogą być wydawane w czasie rzeczywistym, gra może zyskać taktycznego smaczku.

W kwestii broni ma się wiele zmienić. Pukawek ma być znacznie więcej niż w „trójce", zaś zdobycie tych najsilniejszych będzie wymagało większego zaangażowania niż w poprzedniej części, gdzie w połowie dostawaliśmy mini-guna i stawaliśmy się prawdziwym postrachem pustkowi. Dodatkowo każdą spluwę można modyfikować, dodając większy magazynek czy zmieniając zamki. Zaś do każdej broni białej ma zostać dodany specjalny atak, który będzie nawiązywał do niej tematycznie, więc np. z kija golfowego będziemy mogli przywalić w iście Tigerowskim stylu.

Graficznie nie spodziewajcie się wodotrysków, gra ma oferować zbliżony poziom do poprzedniczki. Twórcy zaimplementują oczywiście nowe animacje oraz usprawnią kod, ale opadu szczeki się nie spodziewam. Pamiętajmy, że technologia została opracowana dla Obliviona, który wydany został w 2006 roku!

Cóż, jak już pisałem, do gry podchodzę optymistycznie. Po lekkim zawodzie w wykonaniu Fallouta 3, dzieło Obsidian Entertainment ma szanse naprawić jego błędy i spokojnie pretendować do miana gry cRPG roku 2010, a że za przeciwników ma Mass Effect 2, BioShocka 2 czy Alpha Protocol, niech to świadczy za jego klasę. Z ostatecznym werdyktem poczekamy jednak do jesieni.]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (Karol633)]]></author>
			<pubDate>Sun, 04 Apr 2010 22:52:44 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78548.html#p78548</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78504.html#p78504</link>
			<description><![CDATA[PeCetowcy nie byli zbytnio rozpieszczani, jeśli chodzi o gry traktujące o gięciu blachy. 
Mimo iż dostaliśmy 3 części FlatOuta, patrzyliśmy zazdrośnie na konsolowców i serię Burnout. 

W lutym 2009 na sklepowe półki trafił jednak Burnout Paradise The Ultimate Box w wersji na komputery osobiste. Oprócz samej podstawki dostaliśmy też nowe auta, oraz motory i kilka innych rzeczy, które posiadacze konsol musieli kupić. 
Kilka miesięcy temu zaś, tytuł ten staniał do niecałych 50 złotych, więc postanowiłem go nabyć. 

Gra przenosi nas do tytułowego  Paradise City. Na samym początku trafiamy na złomowisko, które jest jednocześnie naszym garażem. Tam bowiem przechowywane są nasze fury. 
Nie uświadczymy tu jednak superszybkich czy drogich aut. Wszystkie pojazdy są wymyślone przez twórców, 
jednak przypominają wyglądem prawdziwe samochody. 
Fur jest 75 i dzielą się na 3 kategorie (typy dopalacza): kaskaderskie, szybkie i agresora. Różnice polegają na maksymalnej prędkości, wytrzymałości i  "dawkowaniu" nitra. 
Większość wózków  zyskujemy wygrywając zadania polegające na przejechaniu w określonym czasie odcinka drogi. przypisane do danego samochodu. Jest to po prostu lepsza wersja wozu, którym to zadanie wykonaliśmy

Po ukończeniu konkurencji może pojawić informacja o samochodzie wjeżdżającym do miasta, który musimy znaleźć i zniszczyć aby trafił na złomowisko- a później w nasze ręce. 
Szkoda, że wózków nie można tuningować. Jedyną naszą inwencją  jest zmiana lakieru. 

Samo miasto nie jest zbyt duże. Mam nawet wrażenie, że mniejsze nawet od tego, które było choćby w NFS Underground 2, a wygląda dość podobnie. 
Mamy tu długie proste, liczne górskie serpentyny czy szerokie autostrady. Jednak trochę tego mało. 
W mieście należy wypatrywać 3 obiektów. Czerwonych bilboardów, które należy zniszczyć, żółtych bram które też się niszczy i które ukazują skróty oraz niebieskich pachołków za którymi są skocznie.  
Jeśli zaliczymy wszystkie te elementy, to dostajemy nowe bryczki. 

W mieście są też stacje naprawcze, stacje benzynowe oraz lakiernie, przez które należy przejechać, aby zyskać odpowiedni efekt. Kolejno są to: naprawa auta, uzupełnienie dopalacza i zmiana lakieru. 

Konkurencje w Burnout Paradise dzielą się na kilka typów. Mamy (nie)normalne wyścigi, zabawy w uciekiniera czy "stróża prawa", próby czasowe i zabawy w akrobacje. 

Wyścigi to niczym nie skrępowana jazda z punktu A do B. Sami wybieramy sobie drogę a jedyną pomocą są kierunkowskazy w naszym aucie, które podpowiadają kiedy i gdzie należy skręcić. 

"Uciekinier"  to ucieczka w wyznaczone miejsce i obrona przed autami, które chcą nam w tym przeszkodzić. 

W innej konkurencji ("Pirat") role się odwracają i naszym zadaniem jest uziemienie określonej liczby piratów drogowych.  

O próbach czasowych już pisałem. Akrobacje polegają na zdobyciu w określonym czasie danej liczby punktów poprzez wyskoki i powietrzne akrobacje oraz niszczenie tych 3 wyżej wymienionych rzeczy. 
Każda inna stłuczka powoduje przerwanie danej kombinacji. 

Niestety brak opcji szybkiego restartu powoduje, że musimy i tak daną konkurencję ukończyć a potem wrócić na jej start, aby móc ją ponownie uruchomić. 

Zawody są porozmieszczane na skrzyżowaniach. Wystarczy tam podjechać i pobuksować kołami, aby je uruchomić. 

Graficznie gra prezentuje się fenomenalnie.Na nie zagiętych blachach odbija się słońce, a chromowane felgi lśnią. Także widok wschodzącego czy zachodzącego słońca jest piękny.
 
Jeszcze nigdy gięcie blachy nie było tak efektowne. Samochody po "dzwonach" zaliczają nawet kilkanaście obrotów, pękają szyby, urywają się koła, odpadają spoilery, drzwi, a maska wgniata się naprawdę głęboko. Podobnie zresztą jak dachy. Po solidnym wypadku kamera zmienia kąt patrzenia i zwalnia pokazując bezwładnie poruszający się samochód.
Ta gra powinna gościć na wykładach dla osób starających się o prawo jazdy, żeby zobaczyć do czego może doprowadzić posiadanie zbyt ciężkiej prawej nogi. 
Jako że The Ultimate Box jest dozwolony od 7 lat nie ma w niej ludzi. Ani w autach ani na ulicy.

Również udźwiękowienie jest więcej niż niezłe. Znajdziemy tu różne utwory, które powinny zadowolić różne gusta.  Ponieważ produkt jest zdubbingowany, co jakiś czas odzywa się koleś z lokalnego radia i zachęca nas do szybkiej jazdy. On jest także naszym przewodnikiem w grze.


Dzieło Criteriona nie jest pozbawione wad. Dziwi mnie, że Burnout nie posiada systemu nagrywania powtórek kraks z różnych kamer. Da się jednak bez tego żyć. 

Jest jeszcze tryb multi, jednak nie mając możliwości go sprawdzić nie biorę go pod uwage w ocenie. 
Burnout Paradise The Ultimate Box, posiada też tryb Party, czyli zabawę przy jednym kompie w trybie hot-seat dla maksymalnie ośmiu graczy. 

Mnie Paradise City porwało od pierwszych chwil. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zagrac w ten tytuł, zróbcie to czym prędzej. 

PLUSY: 
+grafika 
+system zniszczeń 
+różnorodność pojazdów... 
+... oraz typów muzyki 
+ nie nudzi 

MINUSY; 
-brak szybkiego restartu 
-innych nie zauważyłem 

Ocena: 9/10]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (towariszKamandir)]]></author>
			<pubDate>Sat, 03 Apr 2010 20:13:59 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78504.html#p78504</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78487.html#p78487</link>
			<description><![CDATA[Ach, pamiętam... Grałem w to nad morzem, w salonie gier kiedy miałem 8 lat. Za chiny nie mogłem pokonać ostatniego bossa. 

Co do samej recki, to przyczepię się tylko do jednego małego błędu w stylistyce. Najpierw piszesz o grafice, a potem odchodzisz od strony technicznej i zabierasz się za bossów. Dopiero potem mamy coś o wystroju statku(co moim zdaniem powinno znaleźć się w akapicie mówiącym o oprawie audiowizualnej) i o dźwięku. Po za tym jest ok.]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (Maciek21c)]]></author>
			<pubDate>Sat, 03 Apr 2010 13:31:50 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78487.html#p78487</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78486.html#p78486</link>
			<description><![CDATA[Pamiętam tę chwilę jak dziś,gdy wkroczyłem do salonu gier na Krupówkach w Zakopanym.Mój wzrok został przyciągnięty do ekranu na dłuższą chwilę.Ujrzałem bójkę facetów na jakimś statku,o co to całe zamieszanie?Okazuje się że nie wymienieni z nazwy Somalijscy piraci porwali córkę prezydenta,a naszym zadaniem jest jej odzyskanie w całości. Ratowanie przedstawicielki płci pięknej to standardowy zabieg w chodzonych mordobiciach.Tak więc fabuła jest oczywista i przewidywalna,czego wymagać od gry która jest portem z automatu.

Na samym wstępie wybieramy bohatera którym chcemy pokierować są to : Bruno Delinger,Eddie Brown i Jean Ivy.Dwóch mężczyzn i dzielna kobieta,następnie wybieramy sposób w jaki dostaniemy się na feralny statek.Lądowanie na spadochronie,podpłynięcie na motorówce oraz akcja nurków to chleb powszedni dla naszych dzielnych śmiałków.Po dokonaniu wyboru naszym oczom ukaże się cut-scenka pokazująca przedostanie się  ekipy z Navy SEALS na wybrany fragment statku.

Po przejęciu kontroli nad naszym bohaterem mamy okazję skopać tyłki pierwszym przeciwnikom.Mamy do dyspozycji pięści,kopniaka oraz podskok.Oprócz tego typowe bronie policjanta : laserowy pistolet,bazooka,dzida czy zwykła bagietka.Jak sami widzicie gra realistyczna w żaden sposób nie jest.

Jeżeli chodzi o grafikę nie wyciska ona ostatnich soków z konsoli,jeżeli chodzi o początkowe lokacje są całkiem przyjemnie zrealizowane ale im dalej brniemy tym gra traci rozmach.Lokacje są pustawe i jakieś takie że tak powiem “nieciekawe”.Postacie wyglądają lekko kanciasto co ma swój urok,na plus należy zaliczyć że poruszają się całkiem zgrabnie.W miarę jak obrywamy nasze ciuchy stają się coraz bardziej skąpe,szybko wyjaśniam że kobitki się nie da rozebrać.Co zabawne gdy znajdziemy jakieś apteczki po drodze postać odzyskuje pełne ubranie.

Bossowie w chodzonych bijatykach to dość ważny element,tutaj ktoś zrobił sobie jaja i natrafimy na pirata-cyborga,gigantyczną kałamarnicę czy szalonego szefa kuchni.Oczywiście wszystkich przeciwników bez przeszkód pokonamy gołymi pięściami.

Jeżeli chodzi o wystrój statku ten jest urozmaicony,mamy różnego rodzaju hole,czy salę obiadową z dużym stołami.Przyjdzie nam stoczyć bój w kuchni,która jest pełna noży i innych ciekawych akcesoriów służących do eksterminacji przeciwnika.Okładanie przeciwnika dużą rybą tutaj nikogo nie dziwi.Warto wspomnieć że pomiędzy każdym poziomem mamy przez moment okazję szybko nacisnąć dany klawisz,gdy to zrobimy ukaże się cut-scenka w której nasz bohater unika przeciwnika lub dokopuje mu.Jeżeli nie naciśniemy klawisza w odpowiednim momencie,nasz pasek życia zostanie uszczuplony.Przerywniki są zrealizowane dość ciekawie,gracz ma przez chwilę uczucie,że wpływa na wydarzenia z gry.Po drodze znajdziemy dwa rodzaje znajdziek : literki P i S wylatujące z naszych przeciwników.Po uzyskaniu odpowiedniej wartości nasz bohater staje się prawdziwym zabijaką.

Towarzysząca grze muzyka próbuje budować nastrój,w połączeniu z wstawkami filmowymi możemy uznać to za próbę w miarę udaną jak na bijatykę o salonowym rodowodzie.Wręcz słychać że ktoś zaraz dostanie porządny łomot.

Gra moim zdaniem została nie doceniona przez graczy i recenzentów,owszem jest krótka ( 30 minut wystarczy do ukończenia całej gry),ale nie ma się co znęcać nad portem z automatu.Mamy możliwość zasmakowania chociaż przez chwilę,rozrywki wprost z salonu gier.Muszę przyznać że do gry często wracam,ot tak by sprać tyłki kilku złym terrorystom.

Ocena końcowa : 5/10]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (turbos3)]]></author>
			<pubDate>Sat, 03 Apr 2010 13:14:27 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78486.html#p78486</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78216.html#p78216</link>
			<description><![CDATA[Far Cry to gra legenda. Twoja recenzja trzyma niezły poziom jak na osobę początkującą (wiadomo, że jest w niej trochę potknięć, nie poruszyłeś oprawy dźwiękowej i nie wiem, po co opisujesz instalację, ale się wyrobisz z czasem :) ). Multi jest raczej kiepskie, ale jeśli znajdziesz zgraną ekipę na LANparty, może być fajnie. Swobodnego zapisu  w tej grze niestety nie ma (a przynajmniej do wersji 1.32). Podziel się jakimiś ciekawymi modami :)]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (morticore)]]></author>
			<pubDate>Tue, 30 Mar 2010 12:53:32 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78216.html#p78216</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post78167.html#p78167</link>
			<description><![CDATA[Ostatnio w napędzie mojego komputera osobistego znalazła się płyta DVD zawierająca grę Far Cry.Po dość sprawnie przebiegającej instalacji,ukazało się menu główne gry.

Jeżeli chodzi o fabułę nie jest porywająca.Spokojnie możemy spać po nocach i nie przeżywamy z wypiekami na twarzy historii byłego żołnierza Sił Specjalnych Jacka Carvera.Po odsłużeniu służby wyżej wymieniony dorabia jako kierowca motorówki.Pewnego dnia zostaje wynajęty przez Valerie Constantine która prosi go o wycieczkę po ternie Mikronezji.W tym momencie nabieram podejrzeń że nasz bohater mógł być somalijskim piratem lub trudnił się w przeszłości przemytem ludzi.Ni stąd ni zowąd jego motorówka zostaje postrzelona z wyrzutni rakiet.Dupeczka gdzieś znika,a my lądujemy z mega kacem w jakimś bunkrze.Owszem jedno muszę przyznać wstawki filmowe są zrealizowane w iście holywoodzkim stylu! Podsumowując historia jakoś trzyma się kupy.Warto zaznaczyć że na podstawie gry Uwe Boll nakręcił adaptację filmową. Recenzowany jest FPS musimy więc szepnąć słówko o arsenale którym możemy eksterminować naszych przeciwników.A ci są różni ponieważ w grze spotkamy strażników,naukowców a w dalszym etapie różne stwory i mutanty często wyposażone w karabiny czy wyrzutnie rakiet.

Na szczęście nasz bohater całkiem sprawnie obsługuje wszelkie znalezione po drodze bronie.Są to maczety,pistolety,strzelby,karabiny maszynowe,snajperki oraz wspomniane wcześniej wyrzutnie rakiet.Niektóre bronie mają 2 tryby strzału.Czasem znajdziemy miniguna czy moździerz.Do tego standardowo granaty.Ewentualnie do odwrócenia uwagi przeciwnika możemy użyć kamieni.W eksterminacji przeciwnika zaszytego głęboko w dżungli pomaga nam lornetka z wykrywaczem ruchu i mikrofonem kierunkowym.Oprócz tego standardowo latarka,oraz termowizjer połączony z noktowizorem.Żeby było ciekawiej możemy również kierować pontonem,łódką,terenówką,ciężarówką,wózkiem widłowym oraz lotnią (!)

Gra nie jest całkowicie liniowa,oczywiście musimy realizować cele gry lecz możemy robić to na różny sposób.I ten element gry bardzo przypadł mi do gustu,czasem leciałem na typowego rambo a innym razem,bawiłem się w przyczajonego snajpera.Na szczęście rozbudowane środowisko nie ciągnie za sobą długiego czasu wczytywania,nawet na moim skromnym sprzęcie trwa to jakieś pół minuty.Później rozkoszujemy się urokami wyspy.Troszkę boli brak możliwości tworzenia save w dowolnym momencie (podobno naprawia to patch ja grałem w wersję 1.1),jednak punkty kontrolne są dość często więc nie jest to tak bardzo irytujące.Tryb single player jest do ukończenia w około 20 godzin,w porównaniu do serii Call Of Duty jest to dość długo.Jak już wcześniej mówiłem nawet finał nie jest super emocjonujący.Nie chcę zdradzać szczegółów ale po ukończeniu gry nie mamy wrażenia jak byśmy przeżyli piekło na ziemi.Co do multiplayera przyznam się bez bicia nie grałem,ale w planie mam jakąś potyczkę po Lanie.Warto dodać że edytor map oraz różne modyfikacje pozwolą na dłuższe cieszenie się grą.Tak całą recenzję męczy mnie jedno pytanie jak to możliwe ,że nasz bohater radośnie biega po dżungli w czerwonej koszuli?! Czy nie domyślił się że jest doskonale widoczny dla pierwszego lepszego snajpera? No cóż.Jeżeli miałbym się czepiać to motyw pościgu samochodowego jest oklepany do granic możliwości.

Mimo wszystko należy docenić ten tytuł ze względu na wciąż dobrze trzymającą się grafikę,zróżnicowanie poziomów i edytor pozwalający na tworzenie map.

Plusy:

    * doskonała grafika
    * kilka możliwości realizacji celów misji
    * rozbudowanie dżungli
    * AI przeciwnika
    * Mody oraz Edytor

Minusy:

    * Fabuła kuleje
    * drobne błędy spowodowane rozmachem gry

Ostateczny werdykt: 8,5 / 10]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (turbos3)]]></author>
			<pubDate>Mon, 29 Mar 2010 19:47:40 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post78167.html#p78167</guid>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Odp: Moja/e recenzja/e]]></title>
			<link>http://click.pl/forum/post77876.html#p77876</link>
			<description><![CDATA[Ostatnimi czasy dobrych remake’ów klasycznych hitów sprzed lat jak na lekarstwo. Co prawda mieliśmy okazję przypomnieć sobie moc Bionicznego Żołnierza, aczkolwiek to jedynie jeden tytuł, który przychodzi mi wtenczas do głowy. Na szczęście Team17 szykuje dla nas prawdziwą bombę. Oto bowiem wielkimi krokami nadchodzi odświeżenie niezwykle popularnej gry, która miała swoją premierę na początku lat 90. ubiegłego wieku. [b]Alien Breed Evolution[/b] ma nam przypomnieć, dlaczego z pozoru odmóżdżające strzelaniny to kwintesencja rozgrywki elektronicznej.

[h]Giń, przepadnij![/h]

Alien Breed Evolution to prawdziwy powrót do korzeni. Podobnie jak pierwowzór, Ewolucja to nieskrępowana rozwałka z izometrycznym widokiem znad głównego bohatera. Jest nim Conrad, inżynier pewnego statku kosmicznego przeżywającego właśnie najazd obcej rasy. Nie trudno się domyśleć, że zdecydowana większość załogi zostaje wycięta w pień, a protagonista pozostaje na polu walki, by niczym bohater amerykańskiego kina akcji przedrzeć się przez zastępy przerażających ksenomorfów i zapobiec kolejnym agresjom. Szczerze mówiąc, fabularnie Alien Breed nie zachwyca (może z wyjątkiem sposobu jej przedstawiania – znanej z Maksa Payne’a metody komiksowej), ale nawet z założeń twórców nigdy do tego nie aspirował. Najnowszy twór Team17 ma przede wszystkim zapewnić kilkanaście godzin intensywnej eksterminacji wszelakiego pomiotu z piekła rodem. 

Zostanie nam zatem udostępnionych kilka (co najmniej!) środków ołowianej perswazji, wśród których znajdziemy na pewno niezły w początkowych stadiach rozgrywki pistolet, dysponujący pokaźną siłą shotgun, nieco udziwniony karabin, niezawodne miotacz ognia i wyrzutnię rakiet oraz jeszcze kilka innych typów broni. Gracz zaś na swej drodze stanie oko w oko z przeróżnymi wariacjami na temat obcych. Twórcy może i nie popuścili tu wodzy swojej fantazji, aczkolwiek raczej rzadko będziemy zwracać uwagę akurat na to, jakiego właśnie stworka zdematerializowaliśmy. Programiści przygotowali dla graczy około dwunastu klas przeciwników, różniących się naturalnie wyglądem, zachowaniem oraz metodą walki. Słyszałem również wiadomość o kilku bossach, lecz nie jest to informacja w żadnym razie potwierdzona.

Alien Breed Evolution ma być podzielone na trzy części składowe, zwane przez autorów epizodami, których przejście to czas około piętnastu godzin. Zważywszy na to, że pierwszy z nich użytkownicy konsol ukończyli w 6-8 godzin, obietnica może stać się faktem. Będzie to zatem swego rodzaju ewenement na skalę światową, gdyż obecnie nie spotkałem się jeszcze z tak długim shooterem nastawionym jedynie na intensywną akcję. Z drugiej strony może to być gwóźdź do trumny Ewolucji. Rozgrywka niestety wygląda na dość schematyczną, powtarzalną. Coś, co z początku okaże się dla graczy pewną nowinką (wszak od premiery ostatniej odsłony serii minęło już szesnaście lat...), z czasem się zwyczajnie znudzi. Nie raz, nie dwa, napotkamy bowiem zamknięte przed naszym nosem wrota. Co wtedy? Pozostaje infiltracja dostępnych holi w poszukiwaniu wszelkiego rodzaju mechanizmów otwierających dane grodzie czy data-disców (dokładnie to samo widzieliśmy między innymi w BioShocku) zawierających cenne informacje. Twórcy nie kryją się wręcz z tym, że przeciwnicy wyskakują z praktycznie wszystkich możliwych kierunków, często zachodzą nas od przysłowiowego „warsztatu”. Nużąca norma. Czy jest zatem element mogący uratować nowego Alien Breeda?

Może nim być choćby klimat. Conrad porusza się po zaciemnionych korytarzach, od czasu do czasu penetruje pomieszczenia laboratoryjne. Ciągle towarzyszy mu latarka, która, jak pamiętamy, była dla Dooma 3 jednym z czynników „klimatotwórczych”. W akompaniamencie oprawy graficznej, generowanej przez wciąż zacnie prezentujący się Unreal Engine 3, mocno destruktywnego środowiska i solidnego soundtracku, autorstwa Alisteira Brimble’a, może to faktycznie dać pozytywny skutek. Gdy dodamy do tego doskwierający nader często brak amunicji i uczucie osamotnienia wśród gęstych zastępów ksenomorfów, możemy odnieść wrażenie, że mamy materiał na całkiem strawny survival-horror (oczywiście, pojawiający się znikąd obcy także budują specyficzną, survivalową atmosferę, aczkolwiek przerabialiśmy już to wielokrotnie i to w szerszym zakresie). 

Team17 przygotowuje jednak dla nas przede wszystkim intensywnego, old-schoolowego wręcz shootera ze staromodnym modelem rozgrywki. Moim zdaniem może to zachwycić zarówno starszych graczy, pamiętających jeszcze czasy potęgi Amigi, jak i tych młodszych, szukających niczego więcej, jak stuprocentowej rozwałki okraszonej gęstym klimatem i zacną oprawą techniczną. Dla chętnych, autorzy przygotowali także tryb kooperacji! Słowem, jest chyba na co czekać.]]></description>
			<author><![CDATA[dummy@example.com (LordTyrranoos)]]></author>
			<pubDate>Sat, 27 Mar 2010 13:51:21 +0000</pubDate>
			<guid>http://click.pl/forum/post77876.html#p77876</guid>
		</item>
	</channel>
</rss>
