Odp: [opowiadanie]Ashtar - nadzieja ludzkości
Wiesz, ja tylko po części zgapiłem od Ciebie. W mojej sygnaturce niema ukrytego linka
.
PS I jest większa
.
Ostatnio edytowany przez Maciek21c (2010-12-12 15:42:00)

"Przez 8 lat ta sama gra kurw@ tylko o innym tytule[...]Bobby Kotick, proszę Cię, wprowadź abonament do tej gry. Żeby nikt w nią nie grał" - Rojo o serii Call of Duty
Odp: [opowiadanie]Ashtar - nadzieja ludzkości
chcecie dalszą część? ; D to macie:
Słońce ledwo zaświeciło, a drzwi gospody lekko skrzypnęły, gdy wyszła z nich para. przybyszów. Kobieta rozejrzała się po rynku po czym, upewniwszy się że nikt ich nie widzi, poprowadziła mężczyznę w stronę portu. Gdy tylko zniknęli w jednej z wąskich uliczek, na plac, spomiędzy dwóch sklepów wyszedł mężczyzna. Był stary. Lekko zgarbiony, podpierał się laską. Ubrany w jasnoniebieską szatę, opadającą do ziemi, na ramiona narzucony podróżny płaszcz w lekko ciemniejszym odcieniu nieba. Mężczyzna spojrzał na pierwsze promyki słońca, westchnął, starannie zapiął płaszcz aż pod szyję po czym zaczął iść przez plac. Poranną ciszę przerywał łopot płaszcza i cichy, regularny stukot drewna o bruk. Doszedłszy na drugą stronę placu, starzec skręcił w uliczkę, w której przed chwilą zniknęli zamiejscowi. Utkwił swój wzrok w końcu uliczki i ruszył naprzód. Był w połowie gdy cos zwróciło jego uwagę. Zatrzymał się w pół kroku i zamarł, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów. Z dachu jednego z budynków zeskoczył młody chłopak, elf. W prawym ręku trzymał miecz, który wycelowany był prosto w gardło starca. Ten jednak, jakby tylko oczekiwał ataku. Z niesamowitą jak na jego wiek zwinnością odskoczył do tyłu. Chwycił swoja laskę w obie ręce i wycelował jej końcem w napastnika. –Elf jest. – pomyślał mężczyzna. – Gdzie więc czarodziejka?
Jakby w odpowiedzi na jego pytanie z cienia jednego z budynków wyszła kobieta. Nie miała żadnej broni, zamiast tego ręce wyciągnięte przed siebie i szeroko rozstawione palce. Jej oczy zalśniły, gdy wymówiła formułę zaklęcia. Wokół przeciwnika pojawił się ognisty krąg. Zaczął rosnąć i zwężać się osaczając starca. Gdy ogień sięgał mu twarzy nagle zamienił się w popiół i opadł na ziemię. Mężczyzna machnął laską i obaj jego przeciwnicy, zarówno czarodziejka jak i wojownik, polecieli na ścianę pchnięci jakąś niewidzialną siłą. Podszedł do nich i przyjrzał się im uważnie.
Bardzo sprytnie, choć głupio. Nie jestem wrogiem tylko przyjacielem, obaj znacie magię więc powinniście przejrzeć mnie zanim przepuściliście atak.
- Hah, dobrze wiesz że oboje próbowaliśmy i nic nam z tego nie wyszło. Bariera twojego umysłu jest zbyt mocna.
- Uznaję to za komplement Ashtarze.
- To wy się znacie? – zdziwiła się kobieta
- Nie, pierwszy raz go widzę. – zaprzeczył Ashtar. – Skąd znasz moje imię?
- Znam i ciebie, Tamalo. Hmm, wyglądasz mi na łzę ognia, prawda? Znam was obu, choć nigdy żadnego z was nie spotkałem. Do teraz.
- Łzo ognia? O co chodzi Tamalo? – zapytał młodzieniec.
- To ranga z mojego zakonu, określająca moją specjalizację. Jest nią magia ognia czyli magia ofensywna.
- Rozumiem. Ale skąd ty o tym wiesz? Należysz do zakonu? – Ashtar zwrócił się do maga.
- Haha, może was to zdziwi ale nie. W każdym razie nie do łzawego oka. Usunę zaklęcie, bo wiem że nie zrobicie głupstwa, proszę jednak abyście wysłuchali mnie nie zadając pytań. Zgoda?
- Zgoda. – Przytaknęli oboje.
Starzec machnął laską i magiczna siła, która przyciskała ich do muru, zniknęła. Dobrze – powiedział mężczyzna. – teraz mnie wysłuchajcie. Nazywam się Sandar i jak zauważyliście jestem czarodziejem. Należę do bractwa wody, starożytnego zakonu, starszego niż rasa ludzka. Mam już swoje lata i prawdopodobnie siedziałbym teraz przed kominkiem i palił fajkę, zaszły jednak pewne okoliczności które zmieniły moje plany. Najwyższa rada Kal’Madas zleciła mi bym was odnalazł. Wiemy już o pladze nieumarłych na południu. Król zakazał podróży morskich, żadne statki nie opuszczają portów. Pytania? – przerwał wykład widząc pytające miny rozmówców.
- Po co miałeś nas odnaleźć? – zapytał Ashtar. – Przecież dotarlibyśmy do elfów zgodnie z rozkazami.
- Może byście dotarli, jednak nie ma czasu. Trzeba działać szybko. Sytuacja wygląda następująco: Plaga pojawiła się w południowej części krainy i rozprzestrzenia się na północ. Stoi za nią potężny nekromanta, Vazir. Był członkiem zakonu ognia. Oba zakony, zarówno ognia jak i wody powstały w tym samym czasie. Niegdyś był to jeden zakon, z czasem poróżniły je pewne sprawy i zakon rozpadł się na dwa mniejsze. My, magowie wody skupiamy się na nauce pozytywnej magii. Są to głównie zaklęcia obronne i lecznicze. Magowie ognia koncentrują się na czarach negatywnych, zaklęciach ofensywnych. My kierujemy się dobrem innych i staramy się rozwiązywać problemy bez przemocy. Oni rozsiewają nienawiść i każdy konflikt chcą rozwiązać wojną. Z tego co wiemy, Vazir był pierwszym uczniem zakonu, po zakończeniu szkolenia opuścił zakon i zainteresował się magią śmierci. Stał się nekromantą i teraz próbuje zniszczyć świat. Istnieją pewne podejrzenia, jakoby Vazir miał coś wspólnego z wielką masakrą, ponad trzysta lat temu. Omal nie doszło wtedy do naszej zagłady. Dziś, ku przestrodze, uczą o tym dzieci, piszą o tym w książkach. Musimy dotrzeć do Kal’Madas. Tam rada ustali co dalej.
- Hmmm, niech będzie. Chyba musimy ci zaufać. – powiedziała Tamala.
- Nie musicie – czarodziej uśmiechnął się lekko – ale byłaby to z waszej strony głupota. Do Kal’Madas równie dobrze mogę zaciągnąć was siłą.
- Dobra, ruszajmy. – entuzjastycznie wtrącił się Ashtar.
- Jaki mieliście plan dotychczas? – zapytał starzec.
- W porcie czeka statek, na nim mój stary znajomy. On i jego ziomki pomogą nam dostać się pod góry. Stamtąd droga do elfów już prosta.
- Można im ufać?
- Ja im ufam.
- No dobrze, chodźmy więc.
Kilka chwil później dotarli wreszcie na nabrzeże. Port był niemal pusty, gdzieniegdzie tylko pierwsi rybacy szli w stronę karczmy by utopić swe smutki w kuflu piwa. Nikt nie zbliżał się do linii brzegowej, nikt nie stawiał masztów, niew opróżniał ładowni. Zniknęły zwykłe dla portu dźwięki. Nie było słychać marynarzy klnących raz po raz pod nosem. Ucichły opowieści starych wilków morskich o nieprzebranych bogactwach pilnowanych przez demony wody. Jedynie skrzek mew dawał poznać że to port. Grupa doszła na koniec przystani, gdzie cumowała Elissa. Nie było mostku prowadzącego na pokład, jedynie na prawej burcie zwisała, chybocząc się na wietrze i obijając o pokład, gruba lina pokładowa.
- Chyba czeka nas wspinaczka – zagadnął wesoło staruszek. – Pójdę pierwsza, was nie widzieli, mogą źle zareagować – powiedziała Tamala. Podeszła do brzegu pomostu i uchwyciła się liny. Wspomagając się nogami wspinałą się na górę, aż wreszcie wdrapałą się na pokład. Twoja kolej – powiedział Ashtar. – Nie, nie, teraz ty. Ja wejdę ostatni. – odpowiedział Sandar. Elf wzruszył ramionami i wspiął się po linie na pokład. Gdy i on zniknął z pola widzenia, czarodziej uchwycił mocno linę i począł się podciągać. Ewidentnie tego rodzaju zajęcia nie były odpowiednie dla jego wieku. Zirytowany mężczyzna wymruczał pod nosem zaklęcie i zaczął wspinać się niczym wysporowany młodzik.
Ostatnio edytowany przez Yaiba (2010-12-12 16:13:47)
Odp: [opowiadanie]Ashtar - nadzieja ludzkości
pytanie dawaj a nie
:D

