Temat: Kącik twórczy larksona

Zapowiadałem, że także napiszę jakąś własną historyjkę. Tak też zrobiłem. Jej tytuł to... "Larkson" i jest połączeniem akcji z humorem. Będzie śmieszno (przynajmniej taką mam nadzieję...), będą trupy, będą wybuchy (ale jeszcze nie w tej części), liczę, że wam się spodoba. Miłej lektury i zapraszam do zostawiania uwag w komentarzach smile

Larkson

Prolog

Przedmieścia Seattle, 25 października, godzina 6.58

-Synku! Czas do szkoły-zawołała z piętra niżej nadopiekuńcza matka.

-Aaaaa, ja mówię-odpowiedziałem do poduszki.

            I się zaś zaczęło. Kolejny tydzień pobierania średnio potrzebnej wiedzy w średniej szkole. Znowu będę musiał słuchać swojego mało rozgarniętego kumpla Johny’ego, który będzie opowiadał o tym jaki to kolejny głupi horror zobaczył i jaką to nową kupę wyrwał. Znowu ta pierdolona matematyka. Znowu… aaa, ileż to można wymieniać. Szkoła jest do bani, przychodzący tam ludzie także, tak ogólnie mówiąc.

Dobra, czas wstać. Najpierw do kibelka zrobić Numer 1. Następnie schodzę na dół do salonu, gdzie obejrzę sobie telewizję i zjem obfite śniada…nie? Znów ten jebany pasztet?! No na litość boską! Ileż można? Lepiej nie będę już wybrzydzać. Chrzanić to, może coś w telewizji będzie. Rano nie ma co oglądać, najciekawszą rzeczą wtedy są tylko wiadomości. Afganistan: w centrum Bagdadu zamachowiec samobójca zabił 53 osoby, jego zwłok nie znaleziono... Nudy. Zuchwały napad na bank w Seattle... A jaki ma być jak nie zuchwały, wy debile? Nieśmiały? Wstydliwy? Ech, dalej. O, to jest może ciekawe. Cały kraj nawiedza fala porwań. Ofiarami są przeważnie dzieci w wieku od 14 do 18 lat. Dotychczas zanotowano około 100 porwań... Łoł, grubo! Ale to mnie raczej nie dotknie, nie mam aż takiego pecha. O, jeszcze coś. Korporacja EnerCom rozpoczęła budowę nowej stacji kosmicznej. „To nie będzie zwykła stacja, to będzie kosmiczny hotel oferujący najwyższe standardy i niezapomniane wrażenia. To największe tego typu przedsięwzięcie w historii ludzkości”, twierdzi prezes firmy Aaron Savage. Kosmiczny hotel? A niby czym tam ludzie dolecą? Ile to będzie kosztować? Pewnie w ciul.

Ok., zjadłem czas się umyć. Ząbki, rączki, full zestaw. Jak tak popatrzyłem do lustra to stwierdziłem, że ja to taki ładny gościu jestem. Rudo-brązowe rozchełstane krótkie włosy, prosty nos, brązowe oczy. Tylko ten widok psują te nieszczęsne okulary. Czasem mam ochotę je gdzieś wyrzucić. Jeszcze się ubiorę, spakuję plecak i dowidzenia.

Poszedłem na przystanek i odczekałem jakieś 5 minut. Wsiadam i znowu widzę znajome gęby. Kolesie, dziewczyny, których imienia nie znam i oczywiście Johnny. Zajął sobie i dla mnie najlepsze miejscówki z tyłu autobusu.

-Siema, białasie!- przywitał się jako pierwszy mój czarnoskóry przyjaciel.

-Co jest, asfalcie?- odpowiedziałem podając mu rękę i siadając obok niego. W tym samym momencie autobus ruszył.

-Jak ty mnie kwiatek nazwałeś?

-A myślisz, że „białas” był dla mnie przyjemny? No właśnie.

-Dobre, nie pierdol. Widziałeś może film REC 2?

Here we go again…

-Nie, nie widziałem. Zaskocz mnie- powiedziałem znudzonym głosem.

-Jest o takich policjantach, co trafiają do takiego domu…

-Spotykają tam takie śmieszne potworki i zaczyna krwawa napierdalana?- Przerwałem mu wypowiedź domyślając się o co w tym filmie chodzi.

-Skąd wiedziałeś?

-Twoje filmy są do bólu przewidywalne… Rzygać mi się chce jak mi opowiadasz o tych swoich głupich horrorach. Może jakąś komedię sobie obejrz, na przykład coś Monty Python’ów?

-A co to o kurka jest Monty Python?- Tym tekstem mnie zgniótł na podłogę.

-Załamujesz mnie chłopie… Chyba każdy wie... zresztą, zmieńmy temat.

-Ale fajną kupę poznałem, stary!- I znów, kolejny ulubiony temat do rozmów mojego kolegi.

-Ale żeś mnie zaskoczył...

-Chłopie, co z tobą? O co ci chodzi? O to, że jestem lepszy w wyrywaniu panienek?- Ostro zareagował Johnny.

-Oczywiście, że nie… no, może trochę. Chodzi o to, że jesteś tak nudnym człowiekiem, że aż brak mi słów. Dzień w dzień zmuszasz mnie do słuchania tego samego gówna. Aaa, nie chce mi się z tobą gadać.

I tak siedzieliśmy w ciszy przez jakiś czas. Do szkoły jest jeszcze daleko, więc muszę znosić jego towarzystwo. Pogoda za oknem autobusu jest do dupy, zaś widoki nie poprawiają mi nastroju, a wręcz przeciwnie. Nie ma to jak zjebany ranek.

Coś czułem, że kłótnia z Johnnym, jest moim najmniejszym zmartwieniem. Jeszcze w trakcie rozmowy zauważyłem śledzącego autobus czarnego SUVa. Ludzie w nim siedzący mieli gęby skazańców. Przejeżdżaliśmy przez spokojną okolicę, w której ruch uliczny jest niewielki.

Dojechaliśmy do skrzyżowania, aż tu nagle ze wszystkich stron przyjechały czarne terenówki, identyczne do tej, która nas śledziła. Nie było żadnej drogi ucieczki, bus został zablokowany. Rozległy się krzyki. Moje obawy były uzasadnione. A jeśli to są ci porywacze z wiadomości? Chcą porwać cały autobus? Kiedy tak rozmyślałem na szybko, ludzie z SUVów powychodzili i szybko zmierzali w naszym kierunku, na dodatek są uzbrojeni w typowo bandyckie spluwy typu AK-47 i strzelby. Wtem rozległ głośny huk. o kurka, zabili kierowcę! Przewrócił się na ziemię zalewając krwią podłogę. Bandyci weszli do środka. Słychać było teksty typu „Nie zabijajcie nas!”, „Miejcie litość!” Wszyscy są siłą wyciągani z autobusu i zaciągani do SUVów. Wszystko działo się w ekspresowym tempie. Kiedy już wchodziłem razem z Johnym i jakimś innym gościem do środka przyjechała policja i rozpoczęła się ostra wymiana ognia.  Gliniarze coś tam próbowali strzelać, ale nie mieli szans przeciwko kałachom. Ich radiowóz po chwili wyglądał jak ser szwajcarski.

-Jazda, jazda, jazda!- krzyknął porywacz do kierowcy.

Byliśmy pierwszym samochodem, który odjechał z miejsca zdarzenia. Przez jakiś czas wciąż słyszeliśmy odgłosy strzałów.

-I jeszcze została jedna rzecz do zrobienia- powiedział do nas porywacz, wyciągając strzykawki z jakąś dziwną, zieloną substancją. Najwyraźniej najpierw chce mi wbić igłę.

-Wbij mi to, to cię tak kopnę, że w… AAAAAAAAaaaaaaaaAAAAaa, kwiatek! Ty chuju drętwy!- próbowałem się bronić, ale tak mocno wbił mi igłę w nogę, że ból poczułem w całym ciele. Potem kopałem mocno w jego siedzenie. Coraz bardziej mi brakowało siły, byłem coraz bardziej śpiący, aż w końcu zasnąłem. Nie wiem co się potem działo.

Jakiś czas później, data i miejsce nieznane

-O, kwiatek… ale mam kaca… gdzie ja jestem?- obudziłem się w jakimś niedużym pokoju, z ogromną ochotą na puszczenie pawia. Po wyglądzie łóżek stwierdziłem, że jestem w jakimś szpitalu.

W pomieszczeniu było jeszcze jedno lóżko, leżał na nim ten nieznany mi gość, który jechał ze mną w terenówce.

-Te, cwelu-próbowałem go obudzić szturchając go.

-Joooł, mamy powalone, budzimy!- Szturchałem go coraz mocniej, ale on nic. Widocznie wciąż jest pod wpływem środka usypiającego.

Olać go. Kurde, drzwi zamknięte. Rozejrzałem się po pokoju, ale nic nie znalazłem. Między łóżkami stała mała drewniana szafka. Otwieram, ale tam też pusto. Przez okno też nie ucieknę, bo to trzecie piętro. Ale co to? Słyszę z zewnątrz jakieś kroki i rozmowy. Strażnicy tu idą! Przekręcili klucz w zamku i otworzyli drzwi. Było ich dwóch, wyglądali jak typowi bandyci.

-Ty! Jakim cudem wstałeś?! Zresztą nieważne, czas na ciebie-powiedział jeden z nich szyderczym głosem wyciągając strzykawkę z usypiaczem.

-Oh, not again! AAAaaaaaaAA! Niech cię szlag jaaaaaaaasnyyy…- zasnąłem zanim dokończyłem zdanie. Nie mam pojęcia gdzie mnie zaś zabrali.

Znowu jakiś czas później, data i miejsce nieznane

Obudziłem się. Otworzyłem oczy. Przelatywały światła nade mną. Leżałem na szpitalnym wózku. Miałem na sobie tą ohydną, szpitalną pidżamę. Zmysły powoli odzyskiwałem, obraz miałem rozmazany, a słuch niewyraźny. Ale co do cholery? Strzelanina? Z mojej lewej i prawej strony biegli dwaj kolesie co jakiś czas strzelający za siebie. Nie mieli jakiś prostackich spluw, tylko porządne, amerykańskie gnaty. Wyglądali na prawdziwych żołnierzy w zielonych barwach maskujących. Jak się im przyjrzałem… Cholera, są w moim wieku! Mało tego, są bliźniakami! Co tu się kwiatek dzieje?!

-Ha! Boom headshot!- krzyknął ten z lewej.

-Ty palancie, mówiłem ci, tego z lkm-em miałeś mi zostawić-powiedział ten z prawej.

-Znowu się będziesz kłócił o pierdoły? Nic takiego nie mówiłeś zresztą!

-Jak nie mówiłem?! Słuchasz mnie jak zgaszonego radia, frajerze!- Wnerwił się i wycelował swoją broń w brata. Ten drugi po chwili zrobił to samo. Nie zwracają uwagi na to, że dookoła latają śmiercionośne kule.

-Albo nie zaczniecie strzelać do tych ćwoków za nami, albo to ja was zabije!- Powiedzia…ła? Osoba pchająca wózek jest dziewczyną?! I to także w moim wieku.

Ja stąd spadam, to dom wariatów! Zbiera mi się na rzyga, ale ptaszek z tym. Facet z lewej jest wystarczająco blisko, żebym mógł wyciągnąć z kabury jego srebrną Berettę 92. Zaraz, skąd wiem, że to Beretta 92? Olać to, do dzieła!

Błyskawicznym ruchem przechyliłem się na lewą stronę i prawą ręką wyciągnąłem pistolet z kabury. Potem wstałem o mało się nie przewracając i poleciałem w długą. Na skrzyżowaniu skręciłem w lewo. Krzyczeli potem za mną coś w stylu „Czekaj, nie zabijemy cię!”. Ta, akurat.

-Projekt 112 musi przeżyć, powtarzam: Projekt 112 musi przeżyć!- słychać głos przez radiowęzeł.

Projekt 112? Co to jest? Że niby ja? Najpierw stąd ucieknę, a potem będę rozmyślał.

-Stój tam gdzie stoisz!- wyskoczył zza rogu uzbrojony cwel.

-Przecież wiesz, że mnie nie zabijesz. Jestem Projekt 112-odpowiedziałem mu. Nie wie, że mam pistolet za plecami.

-Zabić nie zabiję, ale walnąć już mogę!- wrzasnął zbliżając się do mnie.

-A żebyś się czasem...-po tych słowach wycelowałem broń w jego głowę i nacisnąłem spust. Dostał centralnie między oczy. Pocisk przeszedł na wylot trafiając w ścianę za nim. Krew poleciała na wszystkie strony ochlapując ściany. Mój pierwszy zabity człowiek. Poczułem lekki obrzydzenie, ale musiało to się tak skończyć. Wyrzuciłem Berettę i wziąłem jego Galila.

Przede mną w oddali biegli żołnierze a wraz z nimi jakiś lekarz z siwą brodą, ubrany w biały fartuch. Zauważył mnie.

-To on, zabijcie go, zabijcie!- krzyknął pokazując na mnie palcem. Pomyślałem, że to on za wszystkim stoi. Musiałem go dorwać

Wrócili się, było ich pięciu, zaczęli ostro nawalać w moim kierunku. Stałem na skrzyżowaniu i od razu schowałem za ścianą. Pociągnąłem za zamek mojej spluwy. Delikatnie się wychyliłem, wycelowałem i wypaliłem prosto w czaszkę jednego z nich. One shot, one kill. Jeszcze czterech. Wyskoczyłem zza osłony strzelając jednocześnie. Podbiegłem do nich bliżej i schowałem się za wózkiem sprzątaczy. Zginęło kolejnych dwóch. Naboi mam może z 10 jeszcze. Plan jest taki: popchnąć wózek, wskoczyć do kosza (bo wózki sprzątaczy mają takie duże kosze na śmieci) i napierdalać. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Popchnąłem, wskoczyłem, strzelałem. Na jednego poszły 3 pociski, na drugiego wystarczył jeden.  Wyskoczyłem, wziąłem M249 i pobiegłem za doktorkiem.

Ucieka w stronę dachu. Eliminowałem po kolei jego ochroniarzy bez trudu i strachu. Wsłuchiwałem się w odgłosy mojej broni i dzwoniących łusek. W końcu dotarłem na dach. Otworzyłem z kopa drzwi, rozwaliłem kolejnych dwóch najemników. Doktorek ucieka helikopterem Blackhawk. śmigłowiec zaczął się już wznosić

-Haha, nie dorwiesz mnie sto dwunasty. Nigdy!- krzyczało do mnie uciekinier.

Nie dam rady zniszczyć helikoptera lkm-em. Zauważyłem, że na ziemi leży wyrzutnia rakiet Carl Gustav. Tylko jeden pomysł nasuwał mi się do głowy: rozwalić drania rakietą! Śmigłowiec był już dość daleko, ale damy radę. Wziąłem wyrzutnię, wycelowałem i strzeliłem. Hałas był większy niż z M249, poczułem ciepło wylatującej rakiety. Po chwili centralne trafienie! Helikopter zniknął w kuli ognia rozpadając się na kawałki zmierzające prosto do ziemi.

-Masz za swoje-powiedziałem głosem twardziela.

-Nie ruszaj się!- krzyknęli za moimi plecami ci sami kolesie, którzy podobno chcą mnie uratować.

-Ja mam się nie ruszać, ja? Jestem chodzącą maszyną do zabijania, to wy lepiej się nie ruszajcie!- odpowiedziałem im odwracając się i pokazując na siebie.

-Posłuchaj nas, jesteśmy tu po to, żeby cię stąd wyciągnąć-powiedziała do mnie rudowłosa dziewczyna.

-To trzeba było tak od razu. Lecz za nim mnie stąd „wyciągnięcie” mam jedno takie małe pytanko: CO TU SIĘ kwiatek MAĆ WYPRAWIA?! Jeszcze niedawno byłem zwykłym nastolatkiem ze swoimi problemami, a teraz jestem młodocianym Rambo! Może mi to ktoś łaskawie wytłumaczyć?

-Po pierwsze: nie tak całkiem „niedawno”- od twojego porwania minęły dwa miesiące. Po drugie: Jesteś efektem eksperymentów mających na celu stworzenie superżołnierza- posłusznemu jednemu człowiekowi, nie czującego strachu i nie wymagającego wielomiesięcznego szkolenia. Chcieli stworzyć całą armię takich „mutantów”- grzecznie i spokojnie mi wytłumaczyła.

-Łoł, łoł, dwa miesiące? Dwa pieprzone miesiące grzebali we mnie? I jeszcze mam rozumieć, że nie jestem jedyny?- zareagowałem zszokowany.

-Na szczęście jesteś. Jesteś jedynym udanym efektem ich działań. Wszystkie inne próby zawiodły.

-A dlaczego to akurat ludzie w moim wieku byli do tego celu wykorzystywani?

-Zróbmy to tak: polećmy do naszej bazy, tam wszystko wyjaśni ci nasz szef.

-A dlaczego mam w ogóle wam ufać?

-Słuchaj, wyciągnęliśmy cię z sali operacyjnej tuż przed tym jak ci mieli wszczepić urządzenie, które miało sprawić, że będziesz posłuszny niczym tresowany pies.

-Dobra, ale najpierw…-po tych słowach puściłem zielonego pawia. Cholerne środki usypiające. Potem otrząsnąłem się.

-Teraz tylko znajdźmy moje ciuchy i w drogę, nie zamierzam marznąć w tej pidżamie.

                           Komentujcie, mówcie co zmienić, przede wszystkim podoba wam się to?

PS-jeśli ktoś chce wersję nieocenzurowaną, to zapraszam na gramsajta

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

Odp: Kącik twórczy larksona

100/10 to jest zajerzyste! czekam na kolejną część

daj link do nieocenzurowanej wersji.

Ostatnio edytowany przez towariszKamandir (2010-11-17 21:20:49)

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/6b12f4aa982612e445fde765dc69b72f.gif?1329736950http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/7007bc8d65f3b9c2849337a47bc9c8a2.gif?1330081849

3

Odp: Kącik twórczy larksona

Jedna istotna rzecz: Bagdad nie leży w Afganistanie, a Iraku. Nawet więcej! Jest jego stolicą.

Co do samego tekstu, początek przypomina mój typowy dzień szkolny. Resztę czytałem po łebkach bo jakoś mowa potoczna mi nie pasuje. Po za tym, główny bohater(który jakoś dziwnie wydaje mi się być tobą wink) ze zwykłego znudzonego gościa staje się faciem który potrafi napyskować nawet w najobrzydliwszej dla niego sytuacji. Nie wiem, może to tylko ja, ale jakoś mi się jak na razie nie podoba.


Jednakże, ja to tylko ja więc się niema co się przejmować moją opinią bo sam lepiej nie piszę. Kontynuj jeśli zacząłeś, a może coś z tego wyjść. Pozdro.

http://narodowcy.net/wp-content/uploads/2012/01/zsre-300x300.jpg
"Przez 8 lat ta sama gra kurw@ tylko o innym tytule[...]Bobby Kotick, proszę Cię, wprowadź abonament do tej gry. Żeby nikt w nią nie grał" - Rojo o serii Call of Duty

4

Odp: Kącik twórczy larksona

Z tym Bagdadem to faktycznie palnąłem gafę tongue Chciałem, żeby bohater taki właśnie był-kolesiem, który nie boi się nawet najgorszych sytuacji, a wręcz przeciwnie-potrafi je wyśmiać.

A co do bohatera, to masz rację-jest (częściowo) wzorowany na mnie tongue

Kamandir-patrz: sygnaturka

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

5

Odp: Kącik twórczy larksona

Dziś będzie krótko. Jako takie śmieszne opowiadanie Twój tekst spełnia swoją rolę. Jednak na poważną książkę, czy tekst do publikacji to się nie nadaje. Za mało rozbudowana fabuła. Za mało opisu. Ciekawie zastosowałeś jednak opis wyglądu bohatera- stając przed lustrem ocenia sam siebie. Punkt dla Ciebie (muszę sobie to zapamiętać). Po drugie natłok wydarzeń. Jestem atakowany emocjami z każdego zdania. Jeszcze dobrze nie przeżyłem tego co wydarzyło się przed chwilą, a już dzieje się coś innego. Dzieło samo w sobie nie jest złe- bo i pomysł ciekawy i bohaterowe i fajni. Myślę jednak, że tekst spełnił swoje zadanie- jest śmieszny i ciekawy.

P.S. Postaraj się ograniczyć przekleństwa. W literaturze są pisane, aby  dodać smaczku do niektórych akcji i zdarzeń. Gdy będziesz je za często pisał stanął się typowe i powierzchowne. Innymi słowy zamiast kogoś zaskoczyć- nudzą monotonnością ich występowania.

Ostatnio edytowany przez arkado123 (2010-11-18 18:58:11)

Dobry dowódca niszczy słabe punkty wroga.
Inteligentny dowódca sprawdza najsilniejsze strony przeciwnika i tam uderza.
http://gfx.gexe.pl/upl/3/2010/12/16181752.jpg

6

Odp: Kącik twórczy larksona

Ahhh, chyba niedługo sam założę taki kącik twórczy.
Kilka rad:
- Mógłbyś celowo popełniać jakieś błędy "som" zamiast "są", żeby podkreślić specyficzną wymowę niektórych ludzi (w tym wypadku murzynów)
- Takie zajścia jak to w tym fragmencie są zbyt widowiskowe, i jeśli nie rozgrywają się na jakimś pustkowiu na pewno przyciągną uwagę ludzi i cały projekt przestanie być tajny. W dalszej części preferowałbym raczej nieco bardziej finezyjne i mniej wybuchowe akcje.
- Mógłbyś nieco dokładniej opisać tę rudą big_smile?

Ostatnio edytowany przez pawcio7327 (2010-11-18 20:09:12)

http://img585.imageshack.us/img585/5772/acta5.jpg
"NIE" dla ACTA! Precz z komuną w Internecie!

7

Odp: Kącik twórczy larksona

Wszystkie opisy (albo większość, zobaczymy), których tutaj brakło (choćby wygląd "wybawicieli") będą w następnej części.

Bluzgi: tutaj chciałem autentyzmu, bo przecież nikt w samym środku walki nie będzie mówił "kurde lebele" czy coś w tym stylu. Ale jak tak, to postaram się ograniczać.
Akcja: chciałem po prostu, żeby była ostra napierdalana z broniami dużego kalibru, chociaż mam w planach misje typu stealth.

Dziękuje za pozytywne komentarze. Jak będę miał czas to zmajstruje kolejną część. Nie liczcie, ze prędko się pojawi.

Ostatnio edytowany przez larkson (2010-11-18 20:37:12)

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

8

Odp: Kącik twórczy larksona

- Mógłbyś nieco dokładniej opisać tę rudą big_smile?

Wzmianka o dziewczynie i to jeszcze rudej, nakłoniła mnie do przeczytania całości.


Nie mieli jakiś prostackich spluw, tylko porządne, amerykańskie gnaty

Rozumiem że "prostackimi" i "nieporządnymi" nazywasz bronie wschodniej produkcji? Powiem Ci coś, radziecki AKM z lat 50 jest 100 razy lepszy od gównianego M16 czy M4 z późniejszych czasów. Zachodni arsenał uważam za ciotowaty, wystarczy troszkę piasku/wody/błota i kupa. Nie chcę robić off-topu więc nie będę się rozpisywał. Oj, kolego, przegiąłeś.



No ale cóż, przeczytałem i czekam na następne części.

Ostatnio edytowany przez Maciek21c (2010-11-18 20:46:24)

http://narodowcy.net/wp-content/uploads/2012/01/zsre-300x300.jpg
"Przez 8 lat ta sama gra kurw@ tylko o innym tytule[...]Bobby Kotick, proszę Cię, wprowadź abonament do tej gry. Żeby nikt w nią nie grał" - Rojo o serii Call of Duty

9

Odp: Kącik twórczy larksona

Bardziej mi chodziło o MP5, Mac 10, Uzi i jakieś zachodnie shotguny tongue Poza tym lubię zachodni szajs np. M468 albo strzelbę-armatę AA-12

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

10

Odp: Kącik twórczy larksona

Takiemu repertuarowi mogę przyznać słuszność. Ja sam bardzo lubię serię MP smile. Ale, nadal uważam że nazywanie wschodniego uzbrojenia "prostackim" jest przegięciem.  Jeżeli już to są to pukawki proste, a nie "prostackie".

http://narodowcy.net/wp-content/uploads/2012/01/zsre-300x300.jpg
"Przez 8 lat ta sama gra kurw@ tylko o innym tytule[...]Bobby Kotick, proszę Cię, wprowadź abonament do tej gry. Żeby nikt w nią nie grał" - Rojo o serii Call of Duty

11

Odp: Kącik twórczy larksona

Następna część jest już w produkcji. Przy odrobinie szczęścia będzie za tydzień.

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

12

Odp: Kącik twórczy larksona

Kolejna część mojego opowiadania. Krótsza od poprzedniej, ale też fajna. Chyba. Milej lektury.

Larkson

Rozdział I

Spadajmy stąd

Data i miejsce nieznane
Szliśmy biało-niebieskimi korytarzami szpitala. Po drodze mijaliśmy zwłoki zabitych żołnierzy, pod stopami dzwoniły nam łuski i stukały puste magazynki. Wciąż nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Porwanie autobusu, przetrzymywanie, tajne eksperymenty. Potem co? Ratowanie świata? Powstrzymanie Wielkiego Doktora Zło? Najchętniej to wróciłbym do swojego dawnego, nudnego życia.
-Idziemy do sali operacyjnej, z której cię wyciągnęliśmy, widziałam tam jakieś ciuchy-odezwała się ruda.
Dopiero, gdy wszyscy najemnicy zostali powystrzelani, mogłem porządnie się przyjrzeć „wybawcom”. Dziewczyna wyglądała bardziej jak gwiazda porno, niż żołnierz. Długie, proste włosy, prosty nos, brązowe oczy, brewki wystrzyżone, jest nieco niższa ode mnie, a mam ok. 180cm, w rękach trzyma M14 EBR. Cycki są całkiem całkiem, nie za duże, nie za małe… Chyba się zapędziłem. Ale za to z tyłu… Damn it! Pieprzone fantazje erotyczne!. Bliźniaki wyglądali tak, jakby wybrali się na jakąś dyskotekę, a nie na wojnę. Krótkie, nażelowane, czarne włosy, nos lekko wklęsły, oczy niebieskie. Jeden jest uzbrojony w lkm Stoner  63, drugi zaś ma M468 z granatnikiem i celownikiem optycznym.
-Jak się w ogóle nazywacie?- zapytałem-Chciałbym wiedzieć, kto mnie wybawił.
-Amy- odpowiedziała dziewczyna- Amy Woodward.
-A my jesteśmy Perry…- wyskoczył pierwszy.
-… i Gregory…- a teraz drugi.
-…Hox!- krzyknęli razem- I jesteśmy zajebiści!
-Taa, yyy jasne-tak zareagowałem na ich „przedstawienie”- Te dziołcha, kiedy tam dojdziemy w końcu, bo kupa mi już marznie?
-A właśnie, zapomnieliśmy ci powiedzieć: masz  seksi tyłeczek, hehe- zaśmiali się debile. Popatrzyłem na nich i pogroziłem im pięścią. Po tym ich miny nagle zrzedły Pieprzona pidżama.
-Już jesteśmy, tam są twoje szmaty-wskazała palcem Amy na kąt sali, leżały tam moje rzeczy rzucone byle jak.
-Dobra, fajnie, a teraz wypad! Przebierać się bede, nie?- Wygoniłem ich, a potem zabrałem się za ubieranie.
Majtasy? Są. Jeansy? Są. Czarna koszula? Jest. No i moja ulubiona szara kurtka? Być musi. Ale z kieszeń wszystko zabrali. Głównie telefon i portfel. Złamasy.
-Dobra, czas stąd spadać-powiedziałem do ekipy- Amy, prowadź!
Nie zaszliśmy może z 10 metrów, a usłyszeliśmy dziwny hałas. Jakby czyjś kaszel. Zza rogu wyłania się jakaś postać. Znam gościa.
-Jezusie z Maryją, Johnny!- Krzyknąłem na całe gardło po czym pobiegłem w jego kierunku. Wyglądał na wykończonego, ledwie stał na nogach podpierając się rekami o ścianę.
-Co ci oni zrobili?- zapytałem mocno przerażony.
-A no to!- po tych słowach zerwał się na równe nogi i walnął mnie z całej siły w klatkę piersiową, tak, że poleciałem na kilka metrów.
Jego też „przerobili”? Jakby tylko jednego killera brakowało.
-Ała! Że co mówiłaś dziołcha? Że jestem jedyny?- powiedziałem do rudej otrząsając się po uderzeniu. Nabrała wody w usta i nic nie chciała powiedzieć.
-Ech, nie ważne. Johnny, od razu ci mówię, lepiej się poddaj! Mamy przewagę liczebną, mamy broń i nie zawahamy się jej użyć!- krzyknąłem do czarnucha.
-Ej, młody, ty tu rządzisz czy ja?- zapytała się Amy lekko po cichu.
-Cśśii, nie widzisz, że rozmawiam?- skwitowałem-No to jak asfalcie? Przerabiamy cię na kotlety, czy się poddajesz?
-Typowa biała ciota. Chodź tu i walcz jak prawdziwy mężczyzna! Teraz z chęcią pogadam o twojej śmierci!
-Tak to chcesz rozegrać? Dobra, zatańczymy więc. Drużyno, zostawcie go mi-przyjąłem wyzwanie Johnny’ego.
Podwinąłem rękawy. Czarny tak przekręcił głową, że aż kości mu „postrzelały”. Też przekręciłem głowę, ale żadna kość się nie odezwała. Johnny roześmiał się i wykonał facepalm. Ciekawe, czy umiem jakieś techniki walki. Kung fu, karate, boks, krav magi, a może judo? Albo też „barowy” styl walki, czyli walenie po pysku, póki wszystkie zęby nie wypadną. Coś mi się wydaje, że będzie lepiej jak w Matrixie. Czas pokonać łysola.
Stanęliśmy naprzeciw siebie w odległości jakichś dziesięciu metrów. Może faktycznie łatwiej byłoby go zastrzelić? A tam, fajnie będzie, na filmach czarni zawsze giną pierwsi.
-Tak ci skopię rzyć, że oranżada z pierwszej komunii ci się odbije!- próbuje mnie zastraszyć przeciwnik.
-Tak cię kopnę, że w powietrzu z głodu umrzesz!- odpowiedziałem tym samym.
Johnny zaczął na mnie szarżować. Po chwili także ja. Po jakichś 3 sekundach szykowaliśmy się do zadania ciosu. Przynajmniej on. Tuż przed wykonaniem zamachu, ja wykonałem ślizg, podniosłem lewą nogę i kopnąłem go w krocze. Jak on się potem wywalił! Się tylko zginał z bólu trzymając się za jajca. Drużyna krzyknęła z wrażenia.
-Wstawaj lamusie, jeszcze z tobą nie skończyłem!- zuchwale do niego powiedziałem. Pozbierał się po jakichś trzydziestu sekundach.
Po chwili znów byliśmy gotowi do walki. Tym razem była walka kung fu. Próbowaliśmy wyprowadzać własne ciosy, jednocześnie blokując te przeciwnika. Po pół minucie w końcu Johnny’emu udało pochwycić moją rękę, wykręcić ją, walnąć parę razy w klatkę piersiową, a na koniec chwycić mnie za ubrania. Chciał mnie wrzucić do innego pomieszczenia, w którym drzwi do niego prowadzące są zamknięte. Wiedziałem, że to będzie bolało. Rzucił mną. Rąbnąłem w drzwi, wylądowałem w kolejnej sali operacyjnej. Leżałem na podłodze. Czarnuch zbliżał się do mnie, ledwie byłem przytomny. Jakoś dałem radę wstać. Kolo mnie stał stolik, a na nim narzędzia chirurgiczne ze skalpelami na czele. Chwyciłem jeden i rzuciłem w kierunku przeciwnika. Wykonał unik, przeleciał tuż koło jego głowy. Postanowiłem obrzucać go tymi nożami. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, dopiero piąty go trafił, skalpel przeleciał mu przez szyję. Zaczął obficie krwawić. Rzuciłem następny nóż, który trafił w lewą dłoń przebijając ją. Johnny krzyczał niesamowicie z bólu. Czas to zakończyć. Wziąłem piłę do kości, chciałem uciąć mu ten głupi czerep. Na ścianie, o którą się opierał czarnuch wisiała gaśnica, wziął ją nietkniętą ręką i walnął prosto we mnie. Przewróciłem się, zobaczyłem jak ucieka. Ruszyłem w pościg za nim. Zmierzał w kierunku okna prowadzącego na zewnątrz. Przeleciał przez nie. Pobiegł przez chwilę i nagle straciłem go z oczu. Potknął się czy co? Okazało się, że ten cały ośrodek jest umiejscowiony na wzgórzu na jakiejś tropikalnej wyspie. Johnny skoczył ze skarpy prosto w dół, a na dół droga daleka. Zniknął w gęstych zaroślach.
-Musimy sprawdzić, czy on nie żyje.-powiedziałem do Drużyny.
-Daj spokój, nawet jeśli przeżył upadek, to na pewno wykrwawi  się na śmierć-powiedział Perry.
-Właśnie, nie ma sensu. Za jakieś 10 minut będzie po nim-stwierdził Greg.
-Dobra, zjeżdżajmy stąd. A tak właściwie to czym uciekniemy? Jesteśmy na jakiejś pieprzonej wyspie-zapytałem zaciekawiony.
-Tym-odpowiedziała Amy. Po tych słowach dało się usłyszeć odgłos helikoptera.
To nie był byle jaki helikopter, tylko sam V-22 Osprey, który lądował już na dachu. Wsiedliśmy do niego. Zobaczyłem, że pilotem tego cuda jest kolejna niecodzienna osobistość.
-Helo, mały!- wychylił się zza siedzenia… jamajczyk-Jamei jestem. Nie ma tam z tyłu może moich fajek może?
Mam nadzieję, że to tylko sen…

Dalsze uwagi mile widziane. Piszcie też, że czytacie, żebym wiedział.

Ostatnio edytowany przez larkson (2010-11-30 19:16:57)

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

13

Odp: Kącik twórczy larksona

Czytamy, nawet M14 EBR wrzuciłeś, za co masz ode  mnie plusa smile

Jeśli nazwę kogoś Danielosem, mam rację.
Jeśli uważasz inaczej, patrz wyżej. Mam większe doświadczenie w kontaktach z naszym ukochanym trollem niż ty...

14

Odp: Kącik twórczy larksona

Wreszcie kolejna część. Have fun!

Rozdział II

Kto tu rządzi?

Gdzieś nad Oceanem Atlantyckim, 30 grudnia, godzina 14.06

Lecieliśmy nad oceanem już dobre dwie godzin, pilot zapuścił muzykę, a dokładniej AC/DC-Highway To Hell. Nie mam pojęcia gdzie mnie zabierają. Chcę tylko poznać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wracać do domu. Tylko Johnny… Nie sądziłem, że będę z nim walczył na śmierć i życie. Lubiłem go, mimo tej jego monotematyczności. To był mój jedyny kumpel. Tylko co z resztą porwanych dzieciaków? Nie żyją? Wszystkiego dowiem się na miejscu od tego ich szefa.

-Te, panie pilocie?- wrzasnąłem w kierunku pilota, w środku ospreya panował straszliwy hałas.

-Ta?- wychylił się zza kabiny Jamei. Był to czarnoskóry koleś z długimi dredami sięgającymi do ramion. Miał wystającą szczękę, na nosie miał okulary przeciwsłoneczne. Po kolorowym ubiorze można wywnioskować, że słucha reggae. Nie posiadał sprzętu potrzebnego pilotowi. Jego kabina była oddzielona drzwiami i słuchał on tam swojej muzyki.

-Kiedy dolecimy w końcu?

-Nie prędko młody, muszę zaliczyć jeszcze tankowanie w powietrzu.

Chyba sobie żartuje, naćpany Jamajczyk ma tankować? Tankowanie w powietrzu polega na pobieraniu paliwa przez samolot, który podłącza się do zwisającej rury tankowca KC-130. To wszystko  w ruchu i w powietrzu oczywiście. Oglądam Discovery i wiem, że to bardzo niebezpieczny manewr. Jeden błąd oznacza śmierć dla obu maszyn.

-Wiele razy to robiłeś?- zapytałem z lekkim przerażeniem.

-Nie, to będzie mój pierwszy raz!- krzyknął z pewnym podekscytowaniem pilot.

-No to mamy powalone-powiedziałem do siebie po cichu.

-Chłopie, nic się nie bój, Jamei to najlepszy pilot z jakim pracowaliśmy-próbował mnie uspokoić Perry.

-Najlepszy, bo pewnie jedyny z jakim pracowaliście?- odpowiedziałem

-Yyy… no

No to chyba została mi tylko modlitwa, a zbyt wierzący to ja nie jestem. W czwórkę podeszliśmy do kabiny pilota i obserwowaliśmy zbliżający się tankowiec.

-Grubas Pięć tu Ping Jeden, proszę o pozwolenie na tankowanie, odbiór-zakomunikował przez radio Jamei.

-Zezwalam Ping Jeden, bierz ile chcesz. Grubas Pięć bez odbioru-odpowiedział pilot latającej cysterny.

-Dobra ludy, trzymamy kciuki, żeby się udało-powiedział do nas Jamajczyk nie ukrywając lekkiego strachu.

Osprey leciał mniej więcej na wysokości zwisającej rury tankowca. Po jakiejś minucie samolot był bardzo blisko końcówki przewodu. To jest bardzo precyzyjny manewr gdzie nie ma mowy o błędzie. Jamei cały spocony ze strachu (ja także) próbował trafić dziobem ospreya w końcówkę, delikatnie korygując lot drążkiem sterowniczym w różnych kierunkach. Dopiero jak dziób był idealnie na wysokości rury, pilot dodał nieco gazu. Udało się. Cała operacja trwała jakieś trzy minuty, które nam się wydawały godzinami. Po kolejnych pięciu mieliśmy pełny bak i lecieliśmy dalej.

-Dobra, dolecimy tam za godzinę-powiedział Jamei z uśmiechem na ustach. Potem włączył muzykę zespołu Led Zeppelin.

Godzinę później, gdzieś nad Oceanem Spokojnym

            Wreszcie dolecieliśmy… do kolejnej wyspy. Jakbym nie miał ich dość na dziś. Nie była wielkich rozmiarów, wyglądała jak baza wojskowa. Wylądowaliśmy na dachu. Szedłem za drużyną białymi korytarzami ośrodka. Mijaliśmy zbrojownie, strzelnice, nawet laboratoria. W tle słychać było huki wystrzałów. W końcu doszliśmy do podwójnych drewnianych drzwi, pilnowanych przez dwóch dryblasów w śmiesznych skafandrach.

-Dobrze, tam spotkasz szefa. Od razu mówię, że możesz się trochę zdziwić. Jest trochę… nietypowy-poinformowała mnie Amy.

-Świetnie, czas na odpowiedzi-ucieszyłem się, że w końcu się to wyjaśni, przynajmniej częściowo.

Otworzyłem drzwi. Pomieszczenie bardzo przypominało gabinet prezydenta, tyle, że zamiast okien były telewizory pokazujące kanały informacyjne typu CNN, BBC, Al.-Jazeera, a nawet jakiś Polsat News. Wyglądało to jak jakieś centrom dowodzenia. Na środku wisiał największy ekran i nic nie pokazywał. Po chwili pokazała się na środku pozioma kreska. Ale gdzie szef? Nagle światło ściemniało.

-Miła była podróż?- odezwał się jakiś elektryczny, męski głos. W tym samym czasie znacząco drgnęła kreska. To był oscyloskop.

-Ta fajna, może byś się tak pokazał, mój czas jest cenny-odpowiedziałem.

-Przecież jestem tu, przed tobą

-Co ty o kurka, niewidzialny? Pokazuj się, a nie wkurwiaj ludzi!- Czułem się coraz bardziej podenerwowany.

-Widzisz te ekrany wszystkie? Nalezą do mnie Jestem superkomputerem. Jestem Szefem.

W tym momencie zaliczyłem zonka. Tą całą zgrają dziwnych ludzi rządzi jakiś złom? I to gadający?!

-Lepszego imienia ci nie mogli dać, co?- zapytałem.

-No, chyba, że chcesz mnie nazywać ZSX-5250, proszę bardzo-odpowiedział. Nie no, ma jaja… to coś.

-Dobra złomie, przejdźmy do konkretów. O co w tym wszystkim chodzi?

-Prowadzone były eksperymenty polegające na stworzeniu superżołnierza, bez męczącego, czasem nawet wieloletniego szkolenia. W swojej głowie posiadasz trening z niemal wszystkich jednostek i oddziałów specjalnych: SAS, Rangersi, Komando Foki, no wszystkich. Zapytasz pewnie „Po co?”. A no po to-jak twierdzą moje źródła-żeby zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych. Mówi ci coś nazwa EnerCom?

-To nie czasem ci, co chcą wybudować „kosmiczny hotel”?

-A i owszem i to oni za tym stoją, tylko wciąż nie wiemy po co mieliby to robić.

-Spoooko. Ale tych dzieciaków porwali mnóstwo. Co się z resztą stało?

-Wciąż próbujemy to ustalić, ale najprawdopodobniej albo nie żyją, albo cierpią na poważne schorzenia w stylu ciężkiej choroby popromiennej. I ten drogi udany eksperyment…

-Johnny?

-Właśnie, on wciąż żyje. Patrz na to-na miejscu oscyloskopu pojawiło się zdjęcie satelitarne wyspy, w której prowadzono badania. Obraz zbliżył się do jej brzegu, widać było łódź i jakiegoś gościa na plaży. Jeszcze większe zbliżenie. To faktycznie on. Nie mam ojęcia jak mógł przeżyć.

-A to złamas. Miał krwawiącą mocno tętnicę szyjną, zeskoczył z kilkudziesięciu metrów i żyje!

-Moi informatorzy twierdzą, że będzie teraz służył jako osobisty ochroniarz Savage’a, prezesa tej korporacji.

-A teraz zasadnicze pytanie? Kim wy u diabła jesteście?

-Czekałem na to pytanie!- radośnie odpowiedział komputer-Nasza tajna organizacja nazywa się „Prawa Ręka” i została stworzona na potrzeby CIA. W skrócie: pokazują nam cel, a my go rozwalamy. Jesteśmy tak tajni, że nawet prezydent nie wie o naszym istnieniu. To my stoimy za największymi wydarzeniami w ostatnim stuleciu. Na przykład zabójstwo Kennydy’ego to nasza sprawka.

-Ta, jasne-nie chciało mi się w to wierzyć.

-A skąd taka nienormalna ekipa? No cóż, ja ich nie wybieram, z pewnością ci powiedzą jak się tu dostali. Będzie tego na dziś. Ochroniarz zaprowadzi cię…

-Łoł łoł, nie ma takiego! Nie chcę być TUTAJ, nie chcę gadać z TOBĄ, nie chcę się narażać na kulkę przez CIEBIE! Chcę wracać do domu, do spokojnego życia, skończyć szkołę, znaleźć pracę, ożenić się. Tak więc dowidzenia, niech ktoś mnie odwiezie do domu!

-Nie to chciałem usłyszeć, ale skoro nalegasz. Jeszcze będziesz chciał tu wrócić. James!

Do pokoju wszedł facet w kombinezonie

-O co chodzi?

-Nie chce współpracować, wiesz co robić.

James wyciągnął pistolet usypiający, a potem wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć „Sorry, ale rozkaz to rozkaz” Przystawił go do szyi i nacisnął spust. Poczułem lekkie ukłucie. Po chwili już spałem.

Przedmieścia Seattle, 31 grudnia, godzina 23.40

            Obudziłem się w jakiejś bocznej uliczce. Gdy wstałem, poczułem jakiś ciężar w kieszeni spodni. Wyciągnąłem nowiutkiego IPhone’a. Pogrzebałem trochę w nim i w książce telefonicznej znalazłem jeden numer-do organizacji „Prawa Ręka”. Schowałem telefon i wyszedłem na ulicę. Znalazłem się w znanej mi okolicy, do domu mam kilka przecznic. Droga była pusta, wszyscy się pewnie bawią na imprezach.

Wreszcie w domu! To był typowy dom-bliźniak jakich wiele. Brązowy z trójkątnym dachem, ze schodami z białymi barierkami prowadzącymi do wejścia. Na podjeździe stał nasza srebrna Toyota Prius. Nienawidzę tego auta. Ekologiczne, hybrydowe, przyjazne dla środowiska. Na litość boską rzygać mi się chcę jak to słyszę! Pieprzyć ekologów.

Zadzwoniłem do drzwi. Nic. Jeszcze raz. Nic. Spróbowałem je otworzyć. Okazały się otwarte. W środku panował niezły burdel. Wszystko porozwalane, jakby jakieś włamanie, albo przeszukanie było. Stół rozwalony na kawałki, ekran telewizora roztrzaskany, telefon, który wisiał na ścianie leżał teraz na podłodze. Nagle usłyszałem chlupanie pod butami. Debile rozwalili nawet muszlę klozetową, przez co cała-jej niezbyt przyjemna zawartość-wylała się. Ale gdzie jest mama?

Doszedłem do kuchni, tam też wszystko zniszczone. Na lodówce wisiała duża kartka przymocowana magnesami. Oderwałem ją, napisane na niej było: O to kara za to, że ode mnie uciekłeś. Jak wrócisz, to może jeszcze ją zobaczysz. AS. Savage, ty jebany sukinsynu!! Porwałeś ją! Taka wściekłość się we mnie nagromadziła, że gołą ręką przebiłem ścianę i  nie zwróciłem uwagi na ból. W tym samym czasie wystrzelono fajerwerki sylwestrowe. Happy New Fuckin’ Year. Taki kwiatek prezent! Na nowy rok! kwiatek, kwiatek, kwiatek!

Pozostało mi tylko jedno. Wyciągnąłem IPhone’a, wybrałem numer organizacji. Po chwili dodzwoniłem się.

-I co?- odebrał Szef.

-Wchodzę w to.

Ostatnio edytowany przez larkson (2010-12-30 17:06:04)

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

15

Odp: Kącik twórczy larksona

Powód do strachu to byłby dopiero wtedy, gdyby chcieli tankować przez sztywny bom (na szczęście tak tankuje się myśliwce, a nie transportowce).

http://img585.imageshack.us/img585/5772/acta5.jpg
"NIE" dla ACTA! Precz z komuną w Internecie!

16

Odp: Kącik twórczy larksona

Jamajczyk słuchający reggae, a zapuścił AD.DC i Led Zeppelin?

http://img.userbars.pl/115/22963.png http://img.userbars.pl/155/30943.png
http://img.userbars.pl/107/21270.png http://img172.imageshack.us/img172/8725/userbar756629.gif
http://img812.imageshack.us/img812/5773/sygnf.jpg
XGB GB EBMFMLSEBJNY?

17

Odp: Kącik twórczy larksona

Poprawione, dzięki za uwagę. Patrz: opis postaci smile

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

Odp: Kącik twórczy larksona

larkson- Johnny'emu trzeba było zrobić to samo, co w Saints Row 2 robi się "Panu Słoneczko" tongue

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/6b12f4aa982612e445fde765dc69b72f.gif?1329736950http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/7007bc8d65f3b9c2849337a47bc9c8a2.gif?1330081849

19

Odp: Kącik twórczy larksona

Czyli co, bo już nie pamiętam? tongue

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

Odp: Kącik twórczy larksona

odrąbać mu łeb maczetą

Ostatnio edytowany przez towariszKamandir (2010-12-31 15:35:30)

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/6b12f4aa982612e445fde765dc69b72f.gif?1329736950http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/7007bc8d65f3b9c2849337a47bc9c8a2.gif?1330081849

21

Odp: Kącik twórczy larksona

AAAAAAA, tyle, że bohater już się za to miał zabierać, tylko oberwał gaśnicą w twarz. Patrz: rozdział I

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

Odp: Kącik twórczy larksona

myślałeś o czymś w stylu:

pogoń za Johnnym z prędkościa 250 km/h (na nogach oczywiście) i pościg policyjny? tongue

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/6b12f4aa982612e445fde765dc69b72f.gif?1329736950http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/7007bc8d65f3b9c2849337a47bc9c8a2.gif?1330081849

23

Odp: Kącik twórczy larksona

Pościg samochodowy jakiś mi tam świta w głowie, ale nie pojawi się w najbliższym czasie i raczej nie będzie to pościg za Johnnym.

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png

Odp: Kącik twórczy larksona

nie chdzi mi samochodowy, tylko to, ze po "operacji" bohater moze tak wyku*wiście szybko biegać big_smile

http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/6b12f4aa982612e445fde765dc69b72f.gif?1329736950http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/02/7007bc8d65f3b9c2849337a47bc9c8a2.gif?1330081849

25

Odp: Kącik twórczy larksona

To już takie dziwne będzie nieco. Potem co jeszcze, będzie rzucał budynkami jak piłkami do bejsbola? Może będzie miał coś nadnaturalnego, ale bez przesady.

http://g.bf3stats.com/pc/2Z5H1Cx6/reaggenerator.png