Prolog
Kijów, 19 maja 2013
Jedynymi źródłami światła w pomieszczeniu była biel bijąca z ekranu laptopa oraz światło lampki stojącej obok niego. Najemnik trzy minuty temu napisał wiadomość, zaszyfrował ją i wysłał do zleceniodawcy.
Popatrzył na zegarek zapięty na lewym nadgarstku. Dochodziła dwudziesta trzecia. Mimowolnie uśmiechnął się. Kilka godzin temu, trzech opryszków próbowało ukraść mu kosztowny czasomierz. Niedoszli rabusie nie docenili swego przeciwnika. Zapewne nadal leżą nieprzytomni w koszu stojącym w bocznej uliczce.
Ostatnie wydarzenia w Strefie nie dawały powodu do optymizmu. Jak tak dalej pójdzie, w tym roku granice przesuną się o kolejne kilkanaście kilometrów. Najemnik, czy tego chciał czy nie, wiedział, ze musi tam wrócić. Nadal czekał na odpowiedź. Nie wiedział co ma tam zrobić. Jednak nagroda, podobnie jak ostatnio ma być sowita. nie wiedział dlaczego nadal to robi. Mając na koncie taka sumę, mógłby żyć spokojnie w znacznie lepszym zakątku świata niż Europa. Nie żeby miał coś do Starego kontynentu. Wydarzenia z ostatnich miesięcy nie napawały optymizmem. Podobno ma być jeszcze gorzej. Miliardy euro, które wpompowano w ratowanie sytuacji nic nie dały. Pieniądz nie gra tu roli. Z naturą nie da się wygrać.
Przerwał te przemyślenia, gdyż usłyszał dźwięk, odebranej wiadomości. Otworzył ją, przepuścił przez szyfrator i zaczął czytać. Wraz z kolejnymi słowami, kolejnymi zadaniami, otrzymywał obraz całości. Zadanie miało być podzielone na trzy etapy. Znał dwa pierwsze, ostatni cel miał poznać w swoim czasie. Zamyślił się. Misja wyglądała na najtrudniejszą w jego karierze. Jednak po przeczytaniu ostatniej linijki dostał solidnego kopa. Wynagrodzenie wynosiło niecałą połowę jego obecnego salda na kilku kontach. Do tego miał otrzymać zwrot poniesionych kosztów na przygotowania. Potwierdził akceptacje zlecenia, zaszyfrował i wysłał. W myślach zaczął też powoli układać listę niezbędnych rzeczy.
Nie martwił się o takie drobiazgi jak broń. W Zonie kryło się o wiele większe zagrożenie, z którym nawet najlepszy karabin by sobie nie poradził.
Miał wyruszyć za dwa tygodnie. Najpierw musiał wykonać jeden telefon. Albo dwa.
CDN.
[EDIT: Króciuteńki prolog, kolejne części będą o wiele dłuższe]